wtorek, 24 grudnia 2013

Breaking the Habit

Rozdział Pierwszy 

Czy jestem słaby psychicznie ? Mój lekarz tak twierdził. Nie stosowałem się do jego zaleceń, wszystkie swoje problemy rozwiązywałem narkotykami. Nikt o tym nie wiedział, do czasu, kiedy moja siostra nie znalazła kilku gramów w  bluzie. Szybko wyszło na jaw, że matka nie ufa mi i odczuwa lęk. Kilka chwil później oddała mnie w ręce policji twierdząc, że demoralizuję i zastraszam rodzinę, z kolei tamci nie wiedząc co ze mną uczynić pozostawili mnie w ośrodku dla uzależnionych. Ciężko było mi się odnaleźć wśród "takich samych jak ja". Dostrzegałem różnicę między nimi, a mną, jednak wszyscy wmawiali mi, że to tylko złudzenie. Trzeciego dnia poznałem Isaacka, miał podobną sytuację do mojej. Nasze relacje zakłócił przełożony. Natychmiastowo nas rozdzielił. Będąc niewinny trafiłem do izolatki. Nie mam pojęcia ile czasu tam spędziłem. Tamtego dnia po prostu kilku lekarzy przyszło do mnie i oznajmiło mi, że trafiam do reszty. Miałem udać się na spotkanie z kimś sławnym. Niechętnie podążałem za kobietą prowadzącą mnie do pokoju spotkań.


* * *
 Chłopak usiadł naprzeciwko niego, wpatrując się w okno. Próbował go ignorować. Na początku wydawać by się mogło, że jest taki sam. Jednak błysk w jego oczach wszystkiemu zaprzeczał. 
- Może najpierw się przedstawię - zaczął - Nazywam się Chester. Chester Bennington. Regularnie odwiedzam podopiecznych tego ośrodka od kilku lat. Gdy ich widzę ... Przypominają mi się czasy, kiedy zachowywałem się podobnie. 
- Wszyscy mówicie to samo - odpysknął 
- Wiesz, taka jest procedura - uśmiechnął się serdecznie - Ale akurat to co mówię, jest prawdą. Kiedyś też myślałem, że to pomaga ...
- A teraz ? Nagle wpadłeś na genialny pomysł, by zrobić coś z życiem i już ? Od tego nie da się tak łatwo uwolnić. 
Mężczyzna podparł się na lewej dłoni. 
- Musisz tego chcieć. 
- To oczywiste - spojrzał na niego z zainteresowaniem 
- Nałóg da się zastąpić czymś innym. Musisz przestać o tym myśleć, to najważniejsze.
- A ty, czym to zastąpiłeś ? Kasą ? 
Bennington westchnął cicho
- Skądże. Ale nie ukrywam, że kariera się do tego przyczyniła. 
- W takim razie mi pomóż ... 
- Chciałbym ...
Rozmowę przerwał wchodzący do pomieszczenia przełożony 
- Koniec na dziś, panie Bennington - poinformował 
- ...i spróbuję - dokończył wychodząc 
Chłopak wrócił do swojego pokoju. Jeszcze raz głęboko zastanowił się nad słowami Chestera. Przypomniał sobie lata dzieciństwa, kiedy marzył o karierze rockmana. Miał dobry głos i  powód, dla którego chciał przestać. 

Tym razem nieco krótszy rozdział. Tak na zakończenie, chciałabym Wam życzyć zdrowych, pogodnych Świąt Bożego Narodzenia, spełnienia marzeń oraz koncertu Linkin Park w Polsce :) Wszystkiego co najlepsze, Soldiers ! 


niedziela, 22 grudnia 2013

Konkurs na świąteczny one-shot

W związku z nadchodzącymi świętami Bożego Narodzenia postanowiłam zorganizować konkurs dla czytelników  bloga. Otóż należy napisać one-shot na temat Święta oraz przesłać go na mój adres email : linkinowe.opowiesci@onet.pl Najlepsze opowiadanie zostanie opublikowane na blogu w zakładce 'Świąteczny one-shot'. Na Wasze prace czekam do 27 grudnia. Powodzenia ! 



wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział Dwudziesty Czwarty

  Chester spędzał ostatnie dni w Anglii. W Wigilię, od której dzieliły go zaledwie dwadzieścia cztery godziny musiał być już w swoim rodzinnym domu. Wokalista spakował wszystkie swoje rzeczy i oczekiwał trzynastej. Niechętnie zdał sobie sprawę z tego, że Mike na dobre dał sobie spokój z karierą i zespołem, choć w głębi duszy miał jeszcze nadzieję na jego powrót.    Była godzina jedenasta.  Bennington postanowił po raz ostatni przejść się ulicami Londynu. Nie był przyzwyczajony do chłodu, mimo to podobało mu się tam. 
- Chazz ? - zapytała idąca z naprzeciwka kobieta 
Chester podniósł wzrok znad wystaw sklepowych. Przez chwilę wpatrywał się w "nieznajomą", po czym rozpoznał Annę. 
- Co ty tu robisz ? - zapytał zdumiony 
- Chciałam zapytać o to ciebie. Mieszkam tu. 
- Mieszkasz ? - powtórzył jak echo
- No tak. W takim razie zapraszam do nas na herbatę, Mikey ucieszy się na twój widok.
Bennington stanął jak wryty.
- Coś nie tak ? 
- Powiedziałaś "Mikey"? 
- Tak. Coś w tym dziwnego ? 
- Przecież zostawiłaś go pół roku temu dla jakiegoś wyrzutka z twojej pracy.
- Słucham ? Chyba z kimś mnie pomyliłeś. 
- Niemożliwe, pamiętam jak Mike postanowił tu wyjechać, by o tobie zapomnieć ! 
- Przyjechaliśmy tu razem, Chester. Mike dostał dobrze płatną ofertę pracy jako menadżer dla początkującego artysty, z którym od dawna nawiązał kontakt. 
- Czyli, nadal jesteście razem ?
- Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że planujemy się pobrać.
- Nie rozumiem dlaczego o niczym nam nie powiedział.
- Też tego nie rozumiem, musimy to z nim wyjaśnić. 
- Chciałbym, ale mam niewiele czasu. Za dwie godziny mam samolot do Los Angeles.
- Zajmiemy ci tylko chwilę. Proszę. 
- No dobrze.

* * *

  Chwilę później byli już na miejscu. Anna otworzyła drzwi do domu. W środku panowała cisza, jakby nikogo tam nie było.
- Mike ! - krzyknęła - Zanim wyszłam, był tu jeszcze. Sprawdzę na górze, rozgość się.
Chester postanowił czekać na nią na przedpokoju. 
- Przykro mi, ale wygląda na to, że go nie ma. 
- Która godzina ? - zapytał 
- Wpół do pierwszej. 
- Cholera, spóźnię się na lotnisko. Dziękuję za informację.
- Proszę. Gdy Mike wróci, poproszę go, by się z tobą skontaktował.
- Widziałem się z nim przedwczoraj. Okłamał mnie. 
- Naprawdę nie wiem o co z tym wszystkim chodzi. 
- Ja też. Mam nadzieję, że się dowiem. Do zobaczenia. 

* * *
Los Angeles

  Bennington czekał na Brada, który obiecał odebrać go z lotniska. Mężczyzna zastanawiał się nad całym tym zamieszaniem w Londynie. Nie rozumiał zachowania Mike'a, przecież kłamstwo nie było w jego stylu. Z zamyślenia wyrwał go głos Delsona.
- Witaj ! - krzyknął radośnie 
- Cześć, Brad . 
- I jak, widziałeś się z nim ? - zapytał prowadząc przyjaciela do samochodu
- Widziałem się  nie tylko z nim, spotkałem też Annę. 
- Co ta zołza śmie tam jeszcze robić ? 
- Jak się okazało, mieszka tam. 
- Żartujesz sobie ? Z kim ? 
- Z Mike'iem. 
Delson zatrzymał się na chwilę. 
- Mówisz poważnie ?
- Tak. Okłamał nas. Znalazł tam pracę i przeprowadził się razem z nią. 


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Świąteczne zmiany mniej więcej gotowe. Tło nadaje ten  klimat, szkoda tylko, że nagłówek mniej. Niestety nie jestem dobrym grafikiem, ani nie posiadam dobrych programów do obróbki zdjęć, ale mam nadzieję, że taki może być. Można by powiedzieć, że oddaje całą 'magię świąt' i radość z nich . Jeszcze raz przypominam o tym, iż pytania dotyczące bloga oraz swoje propozycje na zmiany możecie wyrażać na oficjalnym Asku bloga. (oficjalnym, jak to pięknie brzmi haha). Link do niego i maila znajdziecie w poście niżej. Zaraz zresztą zajmę się zakładką 'KONTAKT', a jutro ... Jutro dokończę i opublikuję rozdział dwudziesty czwarty.

NAPISZ DO MNIE

No więc zapraszam już na blogowego Aska i maila ! Oto i one :
 ASK : http://ask.fm/LinkinoweOpowiesci
MAIL : Linkinowe.Opowiesci@onet.pl
Czekam na pierwsze pytania i maile :) 

Nadchodzące Zmiany

Witajcie po mojej <kolejnej> długiej nieobecności. Mam dla Was dobrego newsa - otóż od jutra wracam na bloga, by zająć się  świątecznymi zmianami na blogu, między innymi nowym wyglądem, nagłówkiem i tym podobnym :) No i z racji tego, że nadchodzą święta, będę miała masę czasu, który postanowiłam wykorzystać w pełni dla czytelników bloga. Już od dzisiaj będziecie mogli zadawać mi pytania na Asku oraz pisać maile, na mój adres mailowy. Wszystko to za chwilę opublikuję ;) Trzymajcie się, Emilia. 

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział Dwudziesty Trzeci

Była zima. W powietrzu czuć było zapach cynamonu i mandarynek. Magia świąt dawała się we znaki. Uśmiechnięci ludzie obdarowywali się nawzajem dobrymi nowinami. Nikt nie zauważał jednak idącej niepewnym krokiem sylwetki. Był to Mike Shinoda, ten sam Mike, który jeszcze dwa miesiące temu nie mógł doczekać się tej pory. Mężczyzna skręcił w wąską uliczkę prowadzącą do jego domu. Przed swoimi drzwiami zauważył Chestera opierającego się nerwowo o ścianę.
- Mike ! - krzyknął
Muzyk nie odpowiedział. Starannie otrzepał wierzchem dłoni śnieg z kurtki, po czym zabrał się za szukanie klucza do domu. I z tym poradził sobie zwinnie.
- Mogę wejść ?  - zapytał Bennington
- O, tak, proszę - odpowiedział jakby otrząsnął się ze snu
- Minęło już sporo czasu - zaczął wokalista - Niepokoiliśmy się... Koncertowanie bez ciebie nie ma najmniejszego sensu, zwłaszcza, że nie mamy kontaktu. Odkąd przeprowadziłeś się do Londynu ... - urwał
W tym samym momencie Shinoda rzucił mu chłodne spojrzenie.
- Nie radzicie sobie ? - zapytał
- Nie radzimy ? - zacytował przyjaciela - Kpisz sobie ?
- Jakiś czas temu spotkałem Ricka, twierdził, że dajecie sobie radę i ruszacie w świąteczną trasę.
- Stary, nas już prawie nie ma ! Nie rozumiesz tego, że odszedł najważniejszy element ? Ty decydowałeś o wszystkim, poprawiałeś, dodawałeś ...
- Przecież Joe przejął moje obowiązki - dodał ze swoim wrodzonym spokojem
- Joe jest od tygodnia w Paryżu na miesiącu miodowym.
- Życz im szczęścia ode mnie.
- Cholera ! - wrzasnął rozwścieczony Chester - Po to pokonałem tyle kilometrów, by wrócić do Kalifornii z tobą ! Jestem cierpliwy, mogę czekać na to nawet miesiącami !
- Nie wrócę tam.
- Dlaczego ? - zapytał łagodniej
- To miejsce kojarzy mi się z nią ... Tyle wspomnień, to głupie, nie wracajmy do przeszłości.
- Zapomnij o niej.
- To nie takie łatwe.
- Wybacz. Wiem, jak ci ciężko, ale zrozum... Nasi fani, oni czekają na twój powrót.
- Chazz... - spojrzał w okno - Proszę cię, wyjdź. Zostaw mnie samego.
Zrezygnowany Bennington ruszył ku wyjściu. Wyciągnął z kieszeni kurtki notes i długopis, które zawsze przy sobie nosił, w razie, gdyby natchnienie się odezwało. Zapisał coś, po czym zwrócił się do Mike'a :
- To mój numer i adres. Gdy się namyślisz, odezwij się. Do końca tego tygodnia jestem w Londynie.
Przylepił kartkę do brzoskwiniowej ściany na przedpokoju i wyszedł.


~ Długo oczekiwany rozdział dwudziesty trzeci :) Przepraszam, że tak zeszło, ale tak jak pisałam wcześniej, nie mam zbyt wiele czasu >no dobra, przyznaję się, natchnienia również.< Na szczęście znów mam wiele pomysłów, które postaram się zrealizować i opublikować jak najszybciej :) Chciałabym również podziękować wszystkim wiernym czytelnikom, którzy nie zapomnieli o blogu ! Dziękuję ~

niedziela, 20 października 2013

Witajcie po mojej dłuuuuuuugiej nieobecności na blogu. Tak jak pisałam na początku września, mam sporo pracy ; lekcje, treningi... Niestety przez te dwa miesiące nie miałam czasu, by zająć się kolejnymi rozdziałami, jednak mam dla Was dobre wieści - podczas przerwy w nauce na sprawdzian z WOSu zdążyłam zacząć pisanie kolejnego rozdziału. Jeśli tylko je dokończę, natychmiast opublikuję. Miłej niedzieli ;)

niedziela, 8 września 2013

Rozdział Dwudziesty Drugi

Zapukałam do drzwi. Miałam nadzieję, że jest w środku. Po dłuższej chwili zrezygnowana postanowiłam wrócić.
- Ann ! - usłyszałam 
Odwróciłam się. W progu stała zapłakana Isabelle. 
- Mogę wejść ? - zapytałam 
- Tak, czekałam, aż wrócisz. Przepraszam ... 
- Za co ?
- Za wszystko. Jestem skończoną idiotką ! 
Błękitnooka wybuchnęła płaczem. Przytuliłam ją. 
- Chcesz, żeby Chester przyjechał ?
Dziewczyna otarła wierzchem dłoni spływające łzy.
- Wątpię, żeby chciał tu wrócić.
- Najpierw musimy go znaleźć ! - przerwał nam Mike 
- Nie było go w domu ? - zapytałam zaskoczona 
- Nie, ale domyślam się, gdzie może być.
- Mogę jechać z wami ? - wtrąciła się 
- Jasne - odpowiedziałam 

* * *

Byliśmy na miejscu. Niewielkie, urocze jeziorko na peryferiach dzielnicy Benningtona. Mike twierdził, że w ciężkich chwilach mężczyzna lubił tam przesiadywać. I tym razem też tak było. Szliśmy gęsiego zabłoconą ścieżką prowadzącą na most. Tam właśnie go zobaczyliśmy. Siedział podpierając dłońmi twarz. 
- Chester - zaczęła Isabelle - Możemy porozmawiać ? 
- O czym ? - odpowiedział zdenerwowany 
- Lepiej zostawmy ich samych - zaproponował stojący obok mnie Shinoda 
Wróciliśmy do miejsca, w którym stał samochód. Na oko dochodziła piętnasta. 
- Za tydzień jedziemy w trasę koncertową. Chazz musi być w dobrej formie - uśmiechnął się 
- Trzymam za nich kciuki. 
Spojrzałam na niego, po czym zaśmiałam się.
- Co cię tak śmieszy ? - zapytał wpatrując się we mnie 
- Przypomniał mi się  dzień, w którym cię poznałam.
- Wybacz za moje roztargnienie. 
- Gdyby nie ono, nigdy byśmy się nie poznali - dodałam
- Strasznie cię polubiłem - wyznał przytulając mnie czule 
- Ja ciebie też.
- Przeszkadzamy w czymś ? - zaśmiała się Belle 
- A wy już pogodzeni ? - wtrącił kładąc mi rękę na ramieniu 
- Tak. Wystarczyło nam pięć minut. 
- Cieszę się. A teraz czas na mnie, muszę powtórzyć sobie do egzaminu. 

* * *

Przed czwartą byłam już w domu. Zdjęłam bluzę, po czym przebrałam się w starą, za dużą koszulkę i spodenki. Zmęczona usadowiłam się na łóżku. Chwyciłam za leżące na stoliku obok podręczniki. Po dwóch godzinach zdałam sobie sprawę, że umiem wszystko. Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki.
- Cześć, Belle - przywitałam ją 
- Cześć.
- Może wpadniesz ? Mam sporo wolnego czasu.
- Przepraszam, nie mogę. Umówiliśmy się z Chesterem na kolację za godzinę.
- Aha, rozumiem. 
- Jeśli tylko chcesz, powiem mu, żeby zadzwonił po Mike'a i pojedziemy w czwórkę. Co ty na to ?
- Pasuje mi. 
- Świetnie. Do zobaczenia później.

' Tym razem krótszy rozdział. Wieczorem postaram się dodać kolejny, obszerniejszy. ' 


czwartek, 5 września 2013

Rozdział Dwudziesty Pierwszy

Następnego dnia wstałam nieco wcześniej. Zajęłam się uczeniem do czekającego mnie jutro egzaminu. Szło mi to jakoś ciężko. Ubrałam się w stare jeansy i ulubioną bluzę i poszłam na długi spacer wzdłuż parku. Przy okazji postanowiłam wstąpić na chwilę do Isabelle. Na miejscu zastałam wkurzonego Chestera opierającego się o samochód. Nawet nie zauważył, kiedy do niego podeszłam.
- Cześć - przywitałam go
Natychmiast podniósł na mnie wzrok znad telefonu.
- Cześć - odpowiedział
- Czekasz na Belle ?
- Tak jakby - zaczął - Pokłóciliśmy się wczoraj po wystawie i przyjechałem ją przeprosić.
- Może śpi ? - zasugerowałam
- Nie, kilka minut wcześniej zdążyłem usłyszeć co o mnie myśli.
- Wiesz, porozmawiam z nią teraz.
- Dzięki, ale od razu mówię, że nie jest w humorze.
Zapukałam do drzwi. Po dłuższej chwili dziewczyna otworzyła mi drzwi.
- Och, to na szczęście tylko ty. Wejdź - powiedziała oschle
Skierowałyśmy się do kuchni. Błękitnooka usiadła przy stole i podparła twarz dłońmi.
- Przysłał cię ten dupek ? - zapytała wpatrując się w drzwi
- Nie, byłam na spacerze i chciałam cię odwiedzić. Przy okazji spotkałam go tutaj i ... Jakoś nieciekawie to wygląda. Co się stało ?
- Szkoda gadać. Nie jest nic wart.
- Nie potwierdzę, dopóki nie dowiem się czegoś więcej.
- Znam go już od przeszło miesiąca - zaczęła - Można powiedzieć, że zakochałam się w tym idiocie. Zapytałam go wczoraj, czy coś do mnie czuje, dodam jeszcze, że byliśmy pod wpływem alkoholu, nie martw się, wypiliśmy po piwie.
- I co on na to ?
- Stwierdził, że jak na razie musi mnie lepiej poznać.
- Może faktycznie musisz dać mu trochę czasu ?
- Jeśli masz popierać jego zakichane zdanie, wyjdź stąd i nie wracaj.
Popatrzyłam na nią zaskoczona. Nie wiedziałam, co mam w tej sytuacji uczynić. Zostać, czy też wrócić do domu. Druga opcja mogła się powieść, Isabelle czasami potrzebowała samotności, by przemyśleć niektóre sprawy, znowuż nie chciałam, by poczuła się czemukolwiek winna.
- Ja naprawdę ... - urwała, po czym wybuchnęła głośnym płaczem. - Ja go naprawdę kocham - szlochała - Już wtedy na lotnisku stwierdziłam, że ma w sobie to coś. I ma, tylko teraz zawiódł mnie.
Wstałam z krzesła i przytuliłam przyjaciółkę. Postanowiłam, że zostanę i spróbuję jakoś to rozwiązać.
- Zaraz wracam - powiedziałam wybiegając przed dom
Chester nadal tam stał.
- Nie chce mnie znać ? - zgadywał
Przecząco pokręciłam głową. Złapałam go za ramię i pociągnęłam ze sobą do środka. Na jego widok brunetka podniosła się i stanęła  w kącie.
- Belle - zaczął - Nie zaprzeczyłem ci. Przemyślałem to sobie na spokojnie i z czystym sumieniem mogę wyznać, że czuję to samo. Nie wiem, czy odezwiesz się teraz do mnie, ale wiedz, że cię kocham.
- Bo Ann cię do tego zmusiła ! - krzyknęła - Wyjdźcie stąd ! Wyjdźcie obydwoje. Nie chcę was widzieć!
Posłusznie wyszliśmy z pomieszczenia. Zatrzymaliśmy się przy samochodzie mężczyzny.
- Mogłem jej to wczoraj powiedzieć - westchnął
- Nie obwiniaj się. Kiedyś jej przejdzie.
- Kiedyś... - powtórzył - Jadę do Mike'a, muszę mu o wszystkim opowiedzieć. Może on mnie jakoś pocieszy.
- To dobry pomysł - potwierdziłam
- Jesteś z nim blisko, jeśli chcesz, możesz jechać ze mną. Ucieszy się na twój widok.

* * *

Zajechaliśmy na miejsce. Chester wysiadł pierwszy. Zadzwonił niewielkim dzwonkiem zawieszonym obok drzwi. Po chwili ukazał się Mike.
- Cześć, stary - przywitał przybitego przyjaciela
Po chwili zauważył też mnie
- Ann ? - zapytał zaskoczony - Coś się stało ?
- Nie mnie - odpowiedziałam szybko
- Wejdźcie - rozkazał
W środku było dokładnie tak , jak sobie wyobrażałam : artystyczna atmosfera, wszędzie pełno obrazów, obrazków, książek i różnych interesujących ozdób. Wszyscy usiedliśmy na skórzanej, kremowej sofie w salonie. Z pomieszczenia dokładnie widać było najładniejszy zakątek ogrodu.
- No więc o co chodzi ?
Chazz spojrzał na mnie, po czym zdecydował się opowiedzieć to osobiście. Był trochę skrępowany.

Po wysłuchaniu wszystkiego Mike przeczesał dłonią rozczochrane włosy i rozejrzał się po pokoju.
- Sam nie wiem, co mam ci na to poradzić - powiedział zrezygnowany - Ann zna ją lepiej.
- Myślę, że należy zostawić ją na jakiś czas samą - zabrałam głos - Zobaczysz, niedługo się odezwie.
Chester uśmiechnął się ironicznie.
- Chociaż raz kogoś posłuchaj ! - poradził Shinoda - Tym razem nie zmarnuj okazji. Skoro ją kochasz, to postaraj się, nie odpuszczaj tak łatwo.
- Może i masz rację. Wracam do domu, chcę pobyć sam.

* * *

Po chwili zostaliśmy sami. Zastanawiałam się, jak to wszystko odkręcić.
- Nie martw się - usłyszałam - Jemu też powinno niedługo przejść.
Przypomniałam sobie całą akcję. Zaśmiałam się sama do siebie. Mike popatrzył na mnie.
- To strasznie głupia sprawa - rechotałam - Zachowują się jak przedszkolaki.
Minutę później śmialiśmy się razem.
- Trochę martwię się o niego - powiedział już całkowicie opanowany - To już druga taka sytuacja.
- Serio ?
- Tak, tamtym razem postanowił zapomnieć o wszystkim i żałował, do czasu kiedy pojawiła się twoja przyjaciółka. Później chciał wyznać jej swoje uczucia, ale nie był pewien, czy to odpowiedni czas. Rob doradził mu , żeby poznał ją trochę lepiej. Tak też zrobił.
- Może lepiej sprawdźmy, co u nich ? - zaproponowałam nieco zmartwiona
- Okej. Podwiozę cię do Isabelle  i pojadę do Chestera.





sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział Dwudziesty

Następnego dnia obudziłam się z nieco lepszym samopoczuciem. Chwyciłam za leżący obok mnie telefon. Była godzina dwunasta, na szczęście sobota. Przypomniałam sobie wczorajsze zdarzenie. Obiecałam mu, że przyjdę na jego wystawę, choć tak naprawdę wolałabym siedzieć z książką w ręku w moim zakątku. Ogarnęłam nieco salon, na stoliku było pełno szklanek. Później weszłam do niewielkiej, aczkolwiek przytulnej kuchni i przygotowałam sobie skromne śniadanie. Gdy skończyłam jeść, usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Nie spodziewałam się gości, toteż niechętnie zwlekłam się z krzesła i poszłam zobaczyć kto to. Za drzwiami stała Isabelle, moja przyjaciółka z czasów podstawówki.
- Cześć ! - przywitała się wymachując czymś przed moimi oczami - Zobacz co dla ciebie zdobyłam.
Tym przedmiotem była długo poszukiwana przeze mnie książka mojej ulubionej autorki.
- Gdzie ją znalazłaś ? - zdumiałam się
- W antykwariacie koło studia nagraniowego. Byłyśmy dzisiaj z Katie na próbie Linkin Park, ich wokalista jest  moim przyjacielem.
- Wchodź do środka, napijesz się czegoś ?
- Nie, dziękuję , zaraz zmywam się do domu. O dwudziestej jestem umówiona.
- Ja też - odpowiedziałam - Gdzie idziesz ?
- Na wystawę do Art Studio. Mój znajomy, założyciel LP ma ją dzisiaj.
- Hm, ma na imię Mike, czy coś w tym stylu ? - zapytałam lekko zaskoczona
- Tak, skąd wiesz ? - zaciekawiła się
- Zdołałam go wczoraj poznać w dość niemiłych okolicznościach.
- Serio ? Opowiadaj - nakazała niepewnie uśmiechając się
- Po wykładzie wstąpiłam do galerii, co piątek jest darmowy wstęp. Oglądałam jego prace, kiedy ten nie zauważając mnie, trącił mnie w głowę. Straciłam przytomność i obudziłam się w jego ramionach.
- Wczoraj był bardzo roztargniony, przez tą wystawę.
- Tego nie wiem, później stwierdził, że mój stan jest krytyczny i musi mnie odwieźć  do domu. Na koniec zaprosił mnie dzisiaj na całą tą uroczystość.
- To świetnie ! - twarz przyjaciółki natychmiast rozpromieniła się - Nie będę sama.
- Eh, jeśli o to  chodzi, nie wiem czy przyjdę.
- Dlaczego ? - zapytała posępnie
- Nadal czuję lekki dyskomfort. Mam nadzieję, że to przejdzie.
- Musiał cię nieźle uderzyć - zaśmiała się
- Tak. Zawsze to przytrafia się mnie.
- Wiesz, czas na mnie. Wpadnę po ciebie o wpół do ósmej I nie ma słowa "nie".

* * *

Po całym dniu leniuchowania zdałam sobie sprawę, że muszę iść na tą wystawę. Tak bardzo mu na tym zależało, tym bardziej obiecałam mu to. Nie miałam pojęcia w co się ubrać. W mojej szafie dominowały sportowe ubrania i kilka eleganckich koszul. Przypomniałam sobie, że w składziku mam karton z moimi starymi sukienkami. Przejrzałam je wszystkie. Uznałam, że klasyczna mała czarna przed kolano będzie się nadawać. Spięłam włosy w niezdarnego koczka na czubku głowy. Przed dwudziestą Belle czekała już na mnie przed domem.
- Chodź ! - powiedziała ciągnąc mnie za rękę do czarnego jeepa .
Niepewnie wsiadłam do samochodu. Jak się okazało obok kierowcy siedział Mike.
- Miło cię widzieć - powiedział do mnie - To Chester - wskazał na siedzącego obok faceta
- Czeeść ! - krzyknął wesoło podając mi dłoń - Fajnie, że znacie się z Isabelle. Ostatnio grono naszych znajomych znacznie się powiększa - zachichotał.

* * *

Kilka minut później byliśmy już na miejscu. Zagadani Chester i Isabelle szli przed nami, natomiast ja i Mike powolnie kierowaliśmy się do wejścia.
- Jak głowa ? - zapytał
- Lepiej - powiedziałam
Nagle za nami pojawiła się czteroosobowa grupka mężczyzn. Jeden z nich poklepał mnie po plecach, po czym powiedział :
- Mikey już tak ma, że działa na kobiety powalająco - rechotał
- Brad ! - zdenerwował się
- No dobra .
- Skoro jesteśmy w temacie, to reszta naszego zespołu : Brad, Dave, Rob i Joe.
- Miło mi - wydukałam każdemu po kolei podając dłoń
W galerii panował tłok.
- Mówiłeś, że nie będzie dużo osób !
- No i tak jest - uśmiechnął się serdecznie - Bywało gorzej. Pokażę ci moje nowości - zadecydował chwytając mnie za dłoń
Po chwili zniknęliśmy w tłumie.

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział Dziewiętnasty

Nazywam się Ann Carter. Jestem dwudziestodwuletnią studentką medycyny. Do Los Angeles wyruszyłam, by kontynuować dalszą naukę. Tam poznałam wielu wspaniałych ludzi.
______________________________________________________________________________

Wracałam z wykładu. Jak na Słoneczne Wybrzeże była paskudna pogoda. Przechodziłam koło mojej ulubionej galerii,  gdzie wystawy mieli tylko najlepsi z najlepszych. Lubiłam popatrzeć na niektóre prace, tak też zrobiłam tamtego dnia. Weszłam do środka i zatrzymałam się koło prac jakiegoś nieznanego mi artysty. Wpatrzona w nowoczesną sztukę szłam dalej. Poczułam okropny ból głowy.
- Jasna cholera ! - usłyszałam męski głos
Musiałam stracić na chwilę  przytomność, nie pamiętam co działo się dalej.

Po jakimś czasie znowu dokuczała mi głowa. Otworzyłam oczy. Nadal znajdowałam się w galerii, co najgorsze w objęciach jakiegoś obcego mi faceta. Wpatrywał się we mnie swoimi bursztynowymi oczami.
- Jak dobrze, że się obudziłaś - odetchnął - Najmocniej cię przepraszam ! Nawet nie zauważyłem, kiedy przemknęłaś przede mną. Niechcący trąciłem cię w głowę - wskazał na załadowane przyborami pudło.
- Może mnie pan puścić ? - warknęłam
- Yy, tak, jasne - speszył się stawiając mnie na ziemi
Nie mogłam utrzymać równowagi. Zachwiałam się z powrotem wpadając w jego ramiona. Usłyszałam jego śmiech, szczery, przyjacielski śmiech.
- Chyba jesteśmy na siebie skazani - zażartował - Jestem Mike, a ty ?
- Ann - wydukałam wpatrując się w niego
- Chyba powinienem podwieźć cię do domu.
- Może lepiej się przejdę. Chyba dobrze mi to zrobi.
- Nie, coś ty !
Położył mi rękę na ramieniu, po czym wyprowadził z budynku. Kierowaliśmy się w stronę parkingu. Po chwili otworzył mi drzwi od samochodu. Wybałuszyłam oczy.
- Coś nie tak ?
- Nie - odpowiedziałam posłusznie wsiadając do auta
- Gdzie mieszkasz ? - zapytał zwinnie wyjeżdżając z ciasnego miejsca parkingowego
Oszołomiona wpatrywałam się w kierownicę.
- Gdzie mieszkasz ? - powtórzył
- Na Sunstreet 23. To koło uniwersytetu  wytłumaczyłam
- Studiujesz ?
- Tak, medycynę. W LA jestem od trzech lat.
- Nieźle - uśmiechnął się - I jak ci się tu żyje ?
- Dobrze.
Dalszą drogę spędziliśmy w ciszy. Wreszcie samochód zatrzymał się pod moim domem.
- To tutaj ?
- Tak, dziękuję za podwózkę - uśmiechnęłam się niepewnie
- Czekaj ! Nie puszczę cię samej.
Otworzył mi drzwi i tak jak wcześniej zaprowadził jak dziecko.
- Jeszcze raz  dzięki - powiedziałam otwierając drzwi
- Drobiazg. I jeszcze jedno, zanim pójdę : podobały ci się moje prace ?
- Były twoje ?
- Tak, dokładnie cały ten incydent miał miejsce pod moim nowym obrazem - zaśmiał się
- No więc podobały mi się. I to bardzo.
- Jutro mam wystawę, ostatnią w tym miesiącu. Za kilka dni wyruszamy z chłopakami w trasę koncertową. Przyjdziesz ? Nie będzie zbyt wielu osób.
- Postaram się, a o której ?
- O dwudziestej.
- Dobrze, przyjdę.
- Super.


Przebrałam się w domowe ubranie i z kubkiem gorącej herbaty usiadłam na sofie w jadalni. Obok mnie leżała książka, którą wczoraj się zajęłam. Nie zdążyłam wziąć jej do ręki. Ktoś zapukał do drzwi.
- Cofnąłem się, by sprawdzić, czy żyjesz - pod drzwiami zastałam Mike'a
Spojrzałam na niego jak na wariata.
- No dobrze, już idę - oznajmił speszony
- Wejdź, jeśli chcesz ... - powiedziałam bez entuzjazmu
- Nie chcę ci przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz, co prawda miałam dokończyć czytanie, ale wchodź.
Artysta wszedł do środka. Jego uwagę przykuł mój regał z literaturą.
- Chyba lubisz czytać.
- Nawet bardzo - wyznałam ponownie siadając w ulubionym miejscu
- Opowiedz coś o sobie - polecił sadowiąc się  w fotelu naprzeciwko
- Nie mam zbyt ciekawego życia - zaczęłam -  Z tego co wiem, twoja biografia będzie ciekawsza.
- Czy ja wiem ? - zawahał się - Wolę najpierw posłuchać twojej.
- No więc studiuję medycynę, co już wiesz. Interesuję się malarstwem, choć osobiście nie umiem narysować nawet kółka.
- Mogę cię nauczyć - przerwał mi
- Już wiele osób mi to proponowało. Raczej nie skorzystam.
- Kontynuuj.
- Mam dwóch braci, jeden z nich jest malarzem, drugi przejął interes ojca. Pochodzę z Kanady.
Moje opowiadanie przerwał jego telefon.
- Tak, słucham ? Cześć, Chazz. Jestem trochę zajęty, to coś pilnego ? Okej, zaraz przyjadę.
Podniósł się , po czym zwrócił się do mnie :
- Mam nadzieję , że jutro przyjdziesz. Muszę jechać do studia, przyjaciele mnie potrzebują. Do zobaczenia !
- Przyjdę, do zobaczenia.


czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział Osiemnasty

PERSPEKTYWA CHESTERA


W piątek wypisali mnie ze szpitala. Po tygodniu stwierdzili, że mój stan znacznie się poprawił i nie wymagam już hospitalizacji. Spakowałem wszystkie rzeczy, które miałem ze sobą i poszedłem w kierunku parkingu szpitalnego. Tam czekali już na mnie chłopaki.
- Jak dobrze cię widzieć, Chazz ! - krzyknął uśmiechnięty Joe
- Tydzień bez ciebie nam nie służył - wyznał stojący obok Rob
- Mamy dla ciebie małą niespodziankę - Mike przyjacielsko poklepał mnie po plecach
- Aż boję się spytać : jaką ?
- Sam zobaczysz !
- Hm, na początek chciałbym wstąpić do mojego domu i odświeżyć się przed tym wszystkim.
- Właśnie tam zmierzamy - powiedział tajemniczo

* * *

Po piętnastu minutach drogi byliśmy już na miejscu. Z samochodu wyjąłem swój bagaż i niepewnie spojrzałem na mój dom. Brad ryknął śmiechem. Mr Hahn obrzucił go gniewnym spojrzeniem, które natychmiast zadziałało.
- No dalej - ponaglał mnie Mike
Otworzyłem drzwi. W pomieszczeniu panował pół mrok. Po omacku włączyłem światło.
- Niespodzianka !
Isabelle, Rick i kilku przyjaciół czekało na mnie w pokoju gościnnym.
- Z racji tego, że wyszedłeś ze szpitala postanowiliśmy urządzić małe przyjęcie dla grona najbliższych - wytłumaczył Rob
Widok ten automatycznie wywołał na mojej twarzy uśmiech.
- Dziękuję. Naprawdę dziękuję za to wszystko - wyznałem
- No to bierzmy się za przekąski, które samodzielnie przygotowałem - Joe dopadł do mnie i szybko zaprowadził do kuchni
Wszyscy podążyli za nami.

* * * 

Impreza dobiegała końca. Mr Hahn i Bourdie sprzątali ze stołu.
- Zostawcie to  - powiedziałem - Sam dam sobie radę.
- Nie, Chester ! My nabałaganiliśmy, my posprzątamy. Ty odpoczywaj po tym wszystkim - Rob wygonił mnie z kuchni, po czym zamknął drzwi
Poszedłem do pokoju, w którym siedzieli już tylko Mike, Brad i Isabelle.
- Jutro mamy próbę, jeśli jesteś na siłach, zapraszamy - poinformował mnie Shinoda
- Oczywiście, że przyjdę.
Belle i Delson zaciekle rozmawiali o naszej muzyce.
- Gdy tylko bliżej was poznałam, postanowiłam posłuchać którejś z waszych płyt. Jak się okazało, moja współlokatorka, a najlepsza przyjaciółka jest waszą ogromną fanką !
- Jeśli tylko chce, możemy załatwić autografy - Brad uśmiechnął się serdecznie spoglądając na nas
- Serio ? - twarz brunetki natychmiast się rozpromieniła
- Oczywiście - przytaknął Spike
- Nie udało ci się zobaczyć wystawy Mike'a, więc może wpadniecie jutro na naszą próbę ? - zapytałem
- Kathie będzie prze szczęśliwa ! Zresztą ja również.

_________________________________________________________________________




Wybaczcie, że po tak długim czasie napisałam tak krótki rozdział. Jutro postaram się wymyślić coś lepszego.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Nowy Wygląd Strony

Witajcie ! Tak jak pisałam bodajże w zakładce `O mnie`, gdy tylko odebrałam z serwisu komputer, zabrałam się za zmianę wyglądu strony. Wcześniej była bardzo `uboga`, podstawowe tło proponowane do szablonu przez Bloggera, domyślne ustawienia... Wydaje mi się, że teraz wygląda to lepiej, jak uważacie ? :) Plus chciałabym zauważyć, że Mikey jak na razie rządzi w ankiecie `Kto jest waszym ulubionym członkiem zespołu?` Już ruszam swój tyłek i biorę się za pisanie osiemnastego rozdziału.


Kocham to zdjęcie ! Brad jako mistrz drugiego planu i wasz ulubieniec :D

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział Siedemnasty

PERSPEKTYWA MIKE'A

Po czwartej byłem już w domu. Okropnie rozbolała mnie głowa. Poszedłem do mojego pokoju, położyłem się na łóżku i włączyłem telewizor na pierwszy lepszy kanał. Zamknąłem zmęczone oczy dosłownie na moment.
- A teraz szokujące wieści - usłyszałem głos dziennikarki - Wokalista znanego rockowego zespołu Chester Bennington miał wypadek. Policja ustala, czy całe to zdarzenie było spowodowane celowo.
Poderwałem się na nogi. Jak to ?! Czy ja dobrze usłyszałem ?! Natychmiast chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do przyjaciela.
- Tak ? - odpowiedział nieznany mi męski głos
- Mogę rozmawiać z Chesterem Benningtonem ? - zapytałem drżącym ze zdenerwowania głosem
- Przykro mi, ale nie mogę udzielić żadnych informacji nieznajomym.
- Nazywam się Mike Shinoda, jestem jego przyjacielem z zespołu - niecierpliwiłem się - Wszystko z nim w porządku ? Gdzie mogę go odwiedzić ?
- Powoli panie Shinoda, nasz pacjent jest obecnie w stanie krytycznym, nie mamy pojęcia kiedy się wybudzi.
- Wybudzi ?!
- Tak. Jeśli pan chce, może pan przyjechać, jednak nie zalecam teraz wizyt.
Rozłączyłem się. Wsiadłem w samochód , po czym pojechałem po chłopaków. Domyślałem się, że wszyscy są teraz u Brada i oglądają mecz.
- Brad ! - krzyczałem dobijając się do jego drzwi
- Jezu, Mike ! Co się stało ? - zapytał retorycznie - Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha
- Chazz jest w szpitalu ! Miał wypadek.
- Jak to ?! - szklanka, którą trzymał w ręku wypadła i potłukła się w drobny mak
Bez gadania ruszyliśmy w stronę szpitala.
- Napiszę do reszty - poinformował mnie nerwowo ściskając telefon - A co z twoją wystawą ?
- Zapomniałem o niej - wyznałem - Prawdopodobnie będę zmuszony ją odwołać. Przyjaźń jest ważniejsza.
- Racja - zgodził się

* * *

Byliśmy już na miejscu. Dosłownie wbiegliśmy do recepcji.
- W którym pokoju jest Chester Bennington ?! - zapytał Brad
- A panowie to kto ? Nie wpuszczamy obcych, ani reporterów. Pełno ich tutaj - zdenerwowała się pielęgniarka
- Jesteśmy jego przyjaciółmi z zespołu - wytłumaczyłem nieco spokojniej
- Wie pan, ilu ludzi mi już to dzisiaj mówiło ?
- Nie wiem, ale my naprawdę jesteśmy jego bliskimi znajomymi !
- Panie doktorze, ci panowie twierdzą, że znają pana Benningtona - powiedziała do wychodzącego z jakiegoś pokoju lekarza
- Rosie, mówią prawdę - spojrzał na nas - Przepraszam panów, tak wiele osób próbuję się do niego dostać.
- Nie szkodzi - odpowiedzieliśmy pospiesznie
- Czwarte piętro, pierwszy pokój po lewej - poinformowała nas wreszcie


* * *

Mniej już zdenerwowani weszliśmy do pokoju,  w którym był Chazz. Obok niego czuwała Isabelle.
- Mike ! Jak dobrze cię widzieć - powiedziała po chwili
- Co tu robisz ? - zapytałem zaskoczony
- Byłam na miejscu wypadku - zaczęła przygnębiona - Byliśmy umówieni.
- Zaraz, a kim właściwie jesteś ? - zainteresował się niepoinformowany o niczym Brad
- Poznaliśmy się na lotnisku, wczoraj.
Delson wybałuszył oczy, po czym usiadł na krześle obok poszkodowanego.
- I nikt mi o niczym nie powiedział ... - pokręcił głową
- My poznaliśmy się dzisiaj, więc mnie nie wiń - westchnąłem spoglądając na płaczącą w kącie dziewczynę
- Nie winię nikogo, po prostu jestem zaskoczony, że nasz przyjaciel ... - oparł się na rękach - Nie wiem. Jak to się w ogóle stało ?
- Szedł w moją stronę, kiedy ktoś wyjechał zza zakrętu. Wjechał w niego... - szlochała
- Tak po prostu ?
- Brad ! - krzyknąłem rozdrażniony - Ona nie jest niczemu winna.
Spojrzała na mnie swoimi zapuchniętymi od płaczu błękitnymi oczami.
- Uspokój się - powiedziałem najspokojniej jak tylko się dało
- Mikey ! - powiedział uradowany Brad - Zobacz !
Spojrzałem na Chestera. Zdezorientowany wpatrywał się w nas wszystkich.
- Co ja tu robię ? - zapytał
Isabelle ponownie rozpłakała się na dobre.
- Belle ? - zapytał nieprzytomnym głosem
Ta natychmiast odwróciła się w jego kierunku.
- Pamiętam tylko, że byliśmy umówieni. Mieliśmy zrobić Mike'owi niespodziankę i przed jego wystawą ... - złapał się za głowę - Miałeś o tym nie wiedzieć - uśmiechnął się do mnie
Nadal nie wierzyłem, że to wydarzyło się naprawdę.




środa, 21 sierpnia 2013

`A light that never comes` TRAILER

Co prawda nie prowadzę bloga o ciekawostkach, ale musiałam to zamieścić ! Muszę przyznać, że z jednej strony piosenka wpada w ucho, z drugiej wolałam te mocniejsze brzmienia :( Mam nadzieję, że nowa płyta nie straci "Linkinowego klimatu". Jak na razie wiemy, że `A light that never comes` ma trafić do LP RECHARGE, więc może nie mam się co martwić :) 


wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział Szesnasty

Następnego dnia obudziło mnie głośne pukanie do drzwi. Zaspany zszedłem na dół, by zobaczyć kto to.
- Wiesz, która jest godzina ? - zapytał zdenerwowany Mike 
- Nie mam pojęcia. Coś się stało ? 
- Zapomniałeś o spotkaniu. Ciekawe.
Wybałuszyłem oczy. 
- Jest jedenasta, Chester - poinformował mnie pokazując godzinę - Na szczęście pojechałem na czas do biura. Wytłumaczyłem Rick'owi, że nie było cię, bo utknąłeś na lotnisku, inaczej miałbyś nieciekawie. 
- Dzięki, naprawdę nie wiem jak to się stało... Wydawało mi się, że nastawiłem budzik.
- Zdarza się - uśmiechnął się do mnie - Lecę do domu. 
- Zaczekaj, nie zapomnij o spotkaniu o trzeciej.
- Eh, no dobrze. Przyjadę po ciebie w takim razie. 
- Nie, ja po ciebie. 
- W porządku. Do zobaczenia.

* * * 

Wpół do trzeciej byłem już u Mike'a. Zapukałem w drewniane drzwi. Miałem nadzieję, że znowu nie siedzi w pracowni, w tym wypadku nie wyszedłby prędko.
- Jestem - powiedział niepewnie wychodząc z domu
- Dobrze, mamy jeszcze trochę czasu.
- Jesteś pewien, że ta dziewczyna nie jest jakąś oszustką, która chce nas tylko wykorzystać ?
- Rozmawiałem z nią dobre dwie godziny i niczego takiego nie wywnioskowałem.
- Pewnie przesadzam.
- Nie - stwierdziłem podchodząc do mojego samochodu - Wsiadaj.

* * *

Dwadzieścia minut później byliśmy  na miejscu. Isabelle czekała już na nas.
- Cześć - przywitała nas
- To właśnie jest Mike - wskazałem na stojącego obok przyjaciela
- Miło mi - powiedział uśmiechając się do błękitnookiej
- Mnie również - podała mu dłoń
- Mam nadzieję, że nie będziemy tak tu stać - zacząłem - Zapraszam was na kawę.
W małej kawiarni na rogu wreszcie przeszliśmy do konkretów spotkania.
- To są moje prace - wytłumaczyła podając mu teczkę
Shinoda przejrzał je dokładnie.
- Są świetne - stwierdził po chwili - Wieczorem zaniosę je do mojego kumpla, będzie wiedział co z nimi zrobić. Dzisiaj możesz przyjść na moją wystawę o dziewiętnastej, zobaczysz co i jak.
- Naprawdę ? Dziękuję, jesteście dla mnie tacy mili.
- Taka już nasza natura, że lubimy pomagać - zaśmiałem się
- Przepraszam was, ale muszę już iść - powiedziała spoglądając na zegarek - Za 15 minut mam lekcję.
- Do zobaczenia - powiedzieliśmy chórem
Jakiś czas później i my postanowiliśmy wracać. Mieliśmy jechać do Brad'a.
- Co o niej myślisz ? - szturchnąłem Mike'a
- Chazz ! - wrzasnął - Obiecałeś !
- Tylko pytam, nie denerwuj się tak !
- Wydawała się być miła. Wystarczy ?
- Nie, ale zadowolę się i tym.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy.
- Jest całkiem ładna, nie uważasz ? - zapytałem wreszcie
- Tak, całkiem ... I nie podpuszczaj mnie więcej - westchnął
Zaparkowałem pod domem Delsona. W napiętej atmosferze wyszliśmy z samochodu. Mike zapukał.
- Cześć, chłopaki - powiedział jak zawsze w dobrym humorze
- Cześć - mruknęliśmy
- Coś nie tak ? - dopytywał od razu
- Wszystko okej - uspokoił go


piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział Piętnasty

PERSPEKTYWA CHESTERA

Dochodziła dziesiąta w nocy. Czekałem na lotnisku. Byłem zmęczony po koncercie. Na szczęście nie musiałem się zbytnio martwić bagażem, miałem ze sobą tylko plecak podróżny. Mój samolot spóźniał się już dobre 40 minut. Oparłem się wygodnie o ścianę budynku, po czym zamknąłem ciężkie już powieki.
- Przepraszam, na jaki samolot pan czeka ? - usłyszałem
Otworzyłem oczy. Naprzeciwko mnie stała błękitnooka brunetka.
- Do Los Angeles - odpowiedziałem zmęczonym głosem
- Ja też. Jestem tu sama, nie mam się nawet do kogo odezwać, a pan wydaje się być miły... - powiedziała ściskając w dłoni bilet
- To chyba ten - wskazałem na nadlatujący pojazd
- Mam na imię Isabelle - wyciągnęła w moim kierunku rękę
- Chester - przedstawiłem się
Chwilę później siedzieliśmy już w samolocie.
- Czym się zajmujesz ? - zapytała
- Jestem wokalistą Linkin Park. Mój najlepszy przyjaciel jest producentem, czasem mu pomagam w jakiś formalnościach. A ty ?
- Wow - zaczęła - Ja jestem typową artystką - zaśmiała się - Maluję, czasami udzielam lekcji.
- Polubiłabyś Mike'a - powiedziałem uśmiechając się do niej - Ma podobne zainteresowania. Jutro ma wystawę w Art Studio.
- Od zawsze marzyłam o własnej wystawie. Nikt nigdy nie docenił moich prac. Zawsze znalazł się jakiś szczegół, który "szpecił" moje szkice - wyznała zawiedziona
- Hm, pogadam z nim. Zapewne uda mu się załatwić coś dla ciebie.
- Dziękuję - odwzajemniła uśmiech - ale nie wiem, czy spodobają mu się moje prace.
- Niewątpliwie spodobają. Myśl pozytywnie.
Przegadaliśmy cały lot. Wysiedliśmy z samolotu. W LA było ciepło.
- Gdzie mieszkasz ? - zapytałem
- Niedaleko galerii, o której wspominałeś - odpowiedziała spoglądając na gwieździste niebo
- Jutro o piętnastej czekaj na nas koło A.S. Przyjedziemy z Mike'iem.
- Dobrze. Jeszcze raz dziękuję.
- Drobiazg.

* * *

Rozstaliśmy się za lotniskiem. Postanowiłem od razu zadzwonić do Shinody, była jedenasta, na pewno siedział jeszcze w pracowni.
- Już wróciłeś ? - usłyszałem znajomy głos przyjaciela
- Tak. Poznałem interesującą osobę, która ma podobne hobby jak ty.
- Chazz, nie próbuj mi znowu znajdować drugiej połówki ... - powiedział rozzłoszczony
- Nie, nie o to mi chodziło. Isabelle chciałaby mieć własną wystawę. Jutro o piętnastej zobaczyłbyś jej prace, może szepnąłbyś o niej słówko kilku osobom, jeśli okazałyby się dobre ?
- No dobrze, o  trzeciej jestem wolny.
- Super ! Więc do jutra, Mikey.
- Czekaj, gdzie teraz jesteś ?
- Koło lotniska, idę już do domu.
- Może przyjechać po ciebie ?
-  Nie, dzięki. Przejdę się.
- Okej, jak chcesz.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Szedłem w kierunku mojego domu. Ciepły wiatr od czasu do czasu smagał moją twarz. Cieszyłem się z powrotu do Los Angeles. Brakowało mi tego.




Rozdział Czternasty

DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ 

Po premierze nowego singla wiele się pozmieniało. Ustaliliśmy, że zrobimy sobie miesiąc wolnego. W tym czasie zdążyłem przeprowadzić się do nieco spokojniejszej dzielnicy, zrealizowałem swoje plany - moja pracownia nareszcie wyglądała tak jak chciałem. Częściej zajmowałem się malarstwem, jednak nie porzucałem muzyki, regularnie graliśmy z Bradem w moim ogrodzie. Wszyscy cieszyliśmy się urlopem, oprócz Chestera, który był w trasie wraz z Dead by Sunrise. Tego dnia rozmawialiśmy na Skype'ie.
- Jak wam idzie ? - zapytałem
- Dobrze, jednak chciałbym już wrócić do Los Angeles - odpowiedział - Za chwilę mamy kolejny występ.
- My też czekamy na ciebie z niecierpliwością. Kiedy wreszcie przyjedziesz ? - wciął się siedzący obok mnie Dave
- Za jakiś tydzień, może wcześniej. Mamy małe komplikacje, ale mniejsza o mnie. Co u was ?
- Mike ma jutro wystawę, poza tym nic ciekawego.
- Fajnie, co wystawisz ? - uśmiechnął się serdecznie
- To co zawsze, w tym kilka nowych grafik.
- Prześlesz mi je, dobrze ? - poprosił opierając się na dłoni
- Pewnie Joe nagra wszystko, więc będziesz mógł uczestniczyć - zaśmiał się Phoenix
- Pewnie tak. Czas już na mnie, publiczność czeka - powiedział machając do nas
- Do zobaczenia - odpowiedzieliśmy chórem
Po chwili do drzwi zapukał Brad. Był czwartek, dzień dla muzyki.
- Witajcie - przywitał się wymachując gitarą - Mam nadzieję, że nie jestem spóźniony ?
- Nie, jesteś nawet przed czasem - zauważyłem sięgając po mój instrument

* * *

Wieczór mijał spokojnie.  Zamknąłem się w pracowni, miałem zamiar odświeżyć kilka obrazów na jutro. Szybko skończyłem wyznaczoną pracę. Później mogłem obejrzeć mecz ulubionej drużyny, na który tak długo czekałem. Miałem nadzieję, że nikt mi nie przeszkodzi. Jak na złość w pierwszych minutach meczu ktoś zapukał do moich drzwi.
- Dobry wieczór - powiedziała rudowłosa dziewczyna - Przysłał mnie pan Bennington, miałam odebrać od pana kilka dokumentów.
- Ah, ty pewnie jesteś jego sekretarką. Wejdź, proszę. Zaraz ci je przyniosę.
- Poczekam tutaj, nie mam za dużo czasu...
Pospiesznie poszedłem do mojego pokoju. Chwyciłem teczkę i zszedłem na dół, by dać ją czekającej.
- Proszę. Oto i one.
- Dziękuję. Mam jeszcze przekazać, że  o dziewiątej ma być pan w studiu.
- W studiu ? - zainteresowałem się
- Tak, pan Bennington wraca wcześniej. Jutro odbywa się ważne spotkanie w biurze pana Rubina - poinformowała mnie
- Dobrze.
- Do widzenia - powiedziała
- Do widzenia.
Wróciłem do pokoju, po czym zadzwoniłem do Chestera. Dowiedziałem się od niego nieco więcej na temat jutrzejszego dnia. Teraz mogłem spokojnie wrócić do oglądania.


Tym razem trochę krótszy rozdział. Jeszcze dziś postaram się dokończyć piętnasty, w końcu dawno nic nie zamieszczałam. Dzięki za ponad tysiąc wyświetleń :)


niedziela, 11 sierpnia 2013

Informacje

Witajcie ! Od tygodnia pracowałam nad nowym wyglądem strony, niestety zepsuł mi się komputer, na którym miałam wszystkie potrzebne grafiki i programy. Teraz pobieram wszystko na nowo na sprawny laptop :\ Chciałam także poinformować was, że od września najprawdopodobniej nie będę już tak często na blogu. Nie planuję go usuwać, ani zawieszać, skąd. Po prostu nowe rozdziały mogą pojawiać się rzadziej, ale to jeszcze niepewne. Przed chwilą dodałam również zakładkę `O MNIE`, gdzie możecie się trochę dowiedzieć o tym , co piszę. Jest tam również podany mój email, więc jeśli tylko chcecie do mnie napisać, proszę :) Postaram się odpisać każdemu, na pewno nie będę dostawać dużo wiadomości, więc ;) Dziękuję za poświęcony czas i ponad osiemset wyświetleń :) Może to i niedużo, ale dla mnie wiele znaczy. Tymczasem zapraszam na rozdział trzynasty opublikowany wczoraj ! Dzisiaj postaram się dodać kolejny.


sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział Trzynasty

     Obudziłem się wcześniej niż zwykle. Spojrzałem na zegarek - dochodziła godzina siódma. Poszedłem do kuchni i zaparzyłem sobie mojej ulubionej herbaty, po czym półprzytomny udałem się do pracowni. Było to zdecydowanie moje ulubione miejsce w domu. Co prawda wyobrażałem je sobie zupełnie inaczej - przytulne, zorganizowane miejsce z kominkiem w kącie, ściany najlepiej ciepłego koloru, ozdobione najlepszymi obrazami w antyramach... Tymczasem wyglądało to tak : niewielki pokoik w odcieniach błękitu z ogromnym graffiti na ścianie, oprócz tego pełno moich szkiców, regał z przyborami oraz karton z nieużywanymi rzeczami. Mimo to i tak lubiłem tam przesiadywać. Na czarnym, drewnianym biurku zostawiłem wczoraj list od fana. Obok leżała moja odpowiedź na niego. No tak, miałem ją wysłać. Siódma dwanaście - miałem jeszcze sporo czasu do wywiadu. Pospiesznie zarzuciłem sobie na plecy moją ulubioną kurtkę w stylu militarnym. Było chłodno. Szedłem wąskim chodnikiem na pocztę. Zatrzymał mnie zarośnięty człowiek.
- Przepraszam pana, która godzina ? - zapytał zachrypniętym głosem
- Wpół do ósmej - odpowiedziałem przyglądając mu się z ciekawością
- Dziękuję bardzo ... - odpowiedział pomału idąc dalej, bez żadnego okrycia
Wyglądał na potrzebującego, jednak nie prosił o nic .... Postanowiłem cofnąć się i dowiedzieć się nieco o nim.
- Spieszy się pan gdzieś ? - rzuciłem, by nie szedł dalej
- Nie... Nie spieszę się. Przywykłem już do takiego życia, jednak często wypytuję o czas, bo wydaje mi się, że za chwilę mam ważne spotkanie z szefem ... Proszę tak na mnie nie patrzyć, wiem jak wyglądam. Nie mam już nawet pieniędzy, rodziny, niczego.
Zrobiło mi się go żal.
- Idę teraz na pocztę, ale gdyby poczekał pan chwilę, pomógłbym panu... Jest tak zimno.
- Nie chcę niczyjej pomocy ...
- Ależ ja muszę panu pomóc ! Jeśli ma pan ochotę, proszę iść ze mną.
Szliśmy dalej razem. W ciszy, nikt się nie odzywał, nie wiedziałem co powiedzieć.
- Można wiedzieć, po co idzie pan na tą pocztę o tak wczesnej porze ? - zapytał wreszcie
- Muszę odpisać fanowi na list. Napisał taką ciekawą biografię mojego zespołu, chciałem dowiedzieć się, czy pozwoli na jej publikację.
- Fanowi ? Biografię zespołu ? Kim pan tak w ogóle jest ? - ciekawił się coraz bardziej
- Jestem założycielem Linkin Park, pewnie pan nas nie zna, to zespół rockowy. Gram na gitarze, jestem raperem, a w wolnych chwilach malarzem - wytłumaczyłem uśmiechając się
- Aha - powiedział lekko zmieszany
Byliśmy już na miejscu.
- Poczekam - poinformował mnie - Nie lubię tego miejsca ...
- Dobrze, za chwilę wracam.
Gdy wyszedłem z budynku brodacza już tam nie było. Rozejrzałem się wokoło, ani śladu. Wróciłem do domu i położyłem się na chwilę. Przysnąłem, obudziło mnie pukanie do drzwi.
- Mike, przecież mówiłem ci, że przyjedziemy o dziesiątej ! - powiedział zdenerwowany Chester
- Wybacz, zapomniałem o tym. Tak właściwie to jestem już gotowy.
- Okej, więc szybko, nie możemy się spóźnić.

* * * 

Dotarliśmy do studia. W drzwiach czekał na nas reporter. Prowadził nas do pokoju, w którym mieliśmy udzielić wywiadu dla magazynu muzycznego. Przygotowaliśmy się, po czym padło pierwsze pytanie.
- Pracujecie już nad nową płytą ?
- Tak jakby - zaczął Joe - Mamy już prawie gotowy singiel. Obecnie mamy wolne od pracy, ale za miesiąc zaczniemy pracować nad czymś nowym.
- Co usłyszymy na nowej płycie ?
- Z tego co wiem, fanom spodobało się Living Things. Chcielibyśmy ponownie połączyć wszystkie nasze dotychczasowe albumy - dodał Chester
- Chyba nie macie na myśli reedycji LT ?
- Nie, reedycja pojawiła się już dawno.
Rozmowa o nowej płycie trwała pół godziny. Gdy skończyliśmy, pojechałem do naszego studia. Chciałem jeszcze raz przesłuchać "nowego singla". Miałem nadzieję, że niebawem opublikujemy go.


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział Dwunasty

*miesiąc później*

Siedziałem do późna w studiu. Cały czas przesłuchiwałem nowo nagranej piosenki. Zastanawiałem się, co by w niej zmienić. To by było zbyt proste, jednego dnia stworzyć utwór, a drugiego stwierdzić, że jest idealny i publikujemy go dla fanów. Od dziecka jestem perfekcjonistą. Zawsze znajdę gdzieś jakieś niedociągnięcie. Tym razem nie mogłem. 
- Jeszcze tu jesteś ? - zapytał Chester pospiesznie wchodząc po zostawianą kurtkę 
- Tak, poprawiam nowego singla. Co ja gadam, jak na razie wydaje mi się dobry. 
- Haha, widzisz. Wiedziałem, że czegoś zapomniałem - powiedział machając okryciem 
Usiadł koło mnie.
- Długo tu jeszcze będziesz ? 
- Dopóki nie dopatrzę się jakiegoś błędu w melodii, czy pomyłce w wokalu - stwierdziłem uśmiechając się sam do siebie 
- Mike, ty podły pracoholiku - zaśmiał się Chazz - W moim wokalu pomyłek nie znajdziesz. 
- A skąd pomysł, że w twoim ? - odpowiedziałem śmiechem 
- Już późno. Talinda na mnie czeka - powiedział podnosząc się z sofy 
- Ja jeszcze zostanę.
- Serio ? Daj sobie spokój, odpocznij trochę ...
- Pewnie masz rację - powiedziałem przeciągając się 
- Podwiozę cię, bo chyba nawet o samochodzie zapomniałeś. 
- Nie zapomniałem, spacer dla zdrowia, haha. 
Szliśmy na parking. Sekundę później jechaliśmy już czarnym BMW Chestera. 
- No to do jutra - powiedziałem wysiadając pod moim domem 
- Raczej do zobaczenia za 3 dni - powiedział Bennington
- Za trzy dni ? Wyjeżdżasz ? - zapytałem zaskoczony
- Ach, mogłem się spodziewać, że chłopaki nic ci nie powiedzą. Wyjeżdżamy jutro wszyscy razem, na spotkanie z dziennikarzem, który umówił się na wywiad jakiś dzień temu. 
- Serio ? 
- Tak, przyjedziemy po ciebie o dziesiątej.
- Okej. 

* * *

Pierwsze co, wszedłem do mojej pracowni. Zastałem tam okropny nieład. No tak, rano przed wyjściem do studia starałem się uporządkować stare szkice. Oczywiście, kilka prac ułożyłem w segregatorze, a kilka zostawiłem w rozwalonym kartonie. Podczas mojej nieobecności zdążył się już rozwalić i wszystko rozsypało się na podłogę. Jeszcze raz obejrzałem moje prace. Każda niosła ze sobą jakieś wspomnienia. Rysunek, który wykonałem pierwszego dnia Linkin Park, rysunek, który zamieniłem później w  nadruk na koncertowe koszulki sprzedawane podczas trasy w Texasie... Był nawet szkic całego zespołu, który stworzyłem dla kolegi interesującego się nami. Nigdy go jednak nie wysłałem. Odłożyłem to wszystko na biurko i poszedłem do mojego pokoju. Zająłem się czytaniem książki, którą przysłał mi fan. Interesująco ujął całą naszą karierę w zaledwie 150 stronach. Spojrzałem na kopertę z listem od tej osoby. Postanowiłem, że odpiszę i jutro w drodze na wywiad wyślę. 


niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział Jedenasty

- Wstawaj ! - budził mnie znajomy głos - Mike ! Obudź się ! 
- Co się stało ? - zapytałem pomału otwierając oczy 
Ujrzałem stojącego nade mną Josepha. Wymachiwał mi nad twarzą jakąś kartką. 
- Proszę. To dla ciebie - powiedział podając ją 
Zacząłem czytać zawartość :
" Zapraszamy na wystawę niezwykłego artysty Mike'a Shinody w dniu 6 września 2012 w galerii Art Studio. Obrazy można będzie podziwiać od godziny 20.00 do 23.30 ".
- Hm, nie pamiętam, czy załatwiałem sobie tam wystawę, czy Rubin przypomniał sobie o mnie ... - zacząłem 
- Zadzwonili, gdy byłem w studiu. Powiedzieli, że mają dla ciebie przygotowane zaproszenia, które trzeba tylko roznieść do gości. 
- Gdy wrócę, zajmę się tym, a teraz daj mi spać.
- Stary, nie rozumiesz tego ? Kazali mi wybrać do kogo je zaadresować. I nie uwierzysz co zadecydowałem : wystawa dostępna dla każdego. 
Popatrzyłem na niego nieprzytomnie
- Jak to "dla każdego" ? - podniosłem się niespokojnie 
- Większość Los Angeles będzie miała przyjemność zobaczyć twoje prace ! - powiedział dumny z siebie
Wciąż patrząc na niego przeczesałem ręką włosy. Nie wiedziałem co powiedzieć.
- Miała przyjść tylko garstka osób znajomych ... Sam nie wiem, czy to aż taka rewelacja. Zawiodą się tylko. I pragnę zauważyć, że nie jestem "niezwykłym artystą". To brzmi, jakbym zajmował się abstrakcją. 
Do namiotu wszedł Chester. Pogwizdywał sobie pod nosem.
- Dzień dobry, jak się dziś czujemy ? - zapytał zadowolony 
- Fatalnie - stwierdziłem 
- O, już Phoenix temu zaradzi. Przygotowuje właśnie twoje ulubione śniadanie. 
- To jakiś dzień "uprzejmości dla zapracowanego Mike'a " ? - zażartowałem 
- Tak jakby. Joe już pewnie wytłumaczył.
Chwyciłem za kartkę z zaproszeniem. Podałem ją Benningtonowi, odwracając wzrok w drugą stronę. 
- Nie cieszysz się ? - zapytał ponuro 
- Cieszę, ale obawiam się tego jak zareagują na to odbiorcy. 
- Pewnie spodoba im się. 
Wreszcie zebrałem siły żeby wstać. Wyszedłem z namiotu, by sprawdzić jak ma się reszta. Gotujący Dave śpiewał razem z przygrywającym na gitarze Brad'em. 
- "I've become so numb, I can't feel you there ... " - rozległo się echem 
- O, cześć, Mike ! - powiedzieli zauważając mnie 
- Cześć - odpowiedziałem siadając na kłodzie koło ogniska
Zaraz potem dołączyli : Chazz, Joe i Rob, którego dzisiaj jeszcze nie widziałem.
- Jakieś konkretne plany na dzisiaj ? - zapytał Koreańczyk 
- Myśleliśmy o wypadzie nad jezioro, jest wspaniała pogoda - odpowiedział Bourdon 
- Aha, jakaś kolejna akcja z łódką ? - zaśmiał się 
- Nie, nie mamy łódki, za to pontonik Chazz'a - zachichotał Phoenix 
- Jeszcze lepiej - odpowiedział śmiechem - Tutaj da się dostać inną drogą, niż przez jezioro - wytłumaczył 
- Świetnie, jutro ją nam pokażesz.
- Wracacie jutro ? 
- Chyba tak. 

* * *

Po południu usadowiliśmy się nad wodą. Pogoda dalej dopisywała. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo ? 
- Witaj, Mike. Wybacz, że nie załatwiłem ci tej wystawy - usłyszałem Rick'a - Wszystko przez  to spotkanie, nie udało mi się rozwiązać  kilku ważnych spraw, cóż .... 
- Okej, nieważne. Sam już sobie pomogłem - powiedziałem 
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę. Później coś przerwało. Pewnie to sprawka zasięgu. 

* * *

Wieczorem znowu siedzieliśmy przy ognisku. Rozmawialiśmy o nowej płycie. Każdy z nas wymyślił, co chciałby na niej usłyszeć. Pomysły były zróżnicowane.
- Może więcej gitary ? - zaproponował Brad 
- Więcej mnie - zaśmiał się Chester - Żart, musimy podzielić się wokalem - powiedział patrząc na mnie 
- Ta płyta powinna być podsumowaniem wszystkich dotychczasowych albumów - stwierdziłem 
- Nie myślmy na razie o tym - zaczął Phoenix - Teraz musimy odpocząć.
- Tak , właśnie - potwierdził Joe 

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział Dziesiąty

- Jesteśmy na miejscu - powiedziałem parkując samochód naprzeciwko przejrzystego jeziora
- Tu nie ma miejsca na rozłożenie namiotu - zauważył Dave
- A kto powiedział, że będziemy spali tutaj ?
- To jeszcze dalej ? - zapytał zaskoczony Brad
- Tak, musimy przepłynąć łódką...
- Ja mam złe wspomnienia jeśli chodzi o płynięcie łódką.
Przypomniałem sobie poprzedni biwak. Tak, sytuacja z rozwaloną łodzią była zabawna. Miałem nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
- Chazz, miałeś coś załatwić - powiedziałem
- Om, przyznam szczerze, że nie brałem tego na poważnie i jedyny asortyment, który ze sobą mam to dmuchany pontonik.
- Przecież mówiłeś, że załatwiłeś łódkę ! - zdenerwowałem się
- Nie ja, to Dave wypalił z tym tekstem ! - bronił się
- Świetnie - powiedziałem pod nosem - Dawaj to co masz... Trudno.
Po kilku minutach siedzieliśmy na pontoniku. Chwiał się we wszystkie strony. Rob spojrzał niespokojnie na przejrzystą wodę.
- Tu jest głęboko ? - zapytał
- Nie mam pojęcia, możliwe.
- Ja się nie boję - powiedział wiercący się Chester
Sekundę później do połowy wylądował w wodzie
- Tak, Rob. Tu jest bardzo głęboko - powiedział lekko przestraszony
Wreszcie dopłynęliśmy do brzegu. Trochę to trwało.
- Mike, chyba zostawiliśmy plecak z namiotem po drugiej stronie - zauważył Dave
- O nie !
Brad podjął się bohaterskiego czynu. Postanowił popłynąć po namiot.
- Może iść z tobą ? - zaproponowałem
- Jeśli tylko chcesz, zapraszam na pokład.
I znowu płynęliśmy na dmuchanym pontoniku Chester'a. Wychyliłem się kawałek by sięgnąć plecaka. Niestety nie miałem tyle szczęścia co właściciel. Wpadłem do wody.
- Mikey ! - darł się Brad
Po chwili wypłynąłem na powierzchnię.
- Nic ci nie jest ? - pytał pomagając mi wejść
- Nie, w każdym razie tak mi się wydaje...
Po drugiej stronie czuć już było zapach ogniska. Rob zajął się wszystkim.
- Phoenix, skocz po więcej drewna - powiedział
- Okej.
Zniknął w gęstwinie drzew. Chwilę później biegnął przerażony.
- Matko przenajświętsza ! - krzyczał - O Boże !
- Co się stało ? -zapytałem zaniepokojony
- Wiewiórka się na mnie rzuciła !
Chester leżał ze śmiechu.
- Boisz się takich małych stworzonek ? - zapytał, gdy się opanował
- Ta była jakaś dziwna ... Okropna !
- Trzeba było obronić się "cegłą".
- Nie miałem jej przy sobie .

* * *

Mniej więcej o jedenastej w nocy leżeliśmy pod namiotem. Byliśmy już trochę zmęczeni.
- Pamiętacie co wam mówiłem dwa tygodnie temu ? - zapytał Brad
- Co takiego ? - odezwałem się
- O tych psychopatycznych miśkach.
- Co ? - Rob parsknął śmiechem
- No tak. Pełno ich o tej porze. Zwłaszcza w lesie ...
- Bardzo śmieszne Brad.
- A znacie historię o Slendermanie ?
- To ta gra dla małolatów ? - zainteresował się Chazz
- Powiedzmy.
- Graliśmy w nią z Joe. Nie była straszna.
- Wcale. Tylko piszczeliście jak małe dziewczynki - przypomniał sobie Phoenix
- To było straszne na początku. Znaczy nie straszne, tylko .. Trzymało w napięciu.
- Haha, nasz Chester boi się gier ? - drwił Dave
- Nie, za to ty boisz się wiewiórek.
- Cicho, chłopaki... Próbuję zasnąć - powiedziałem zmęczony
Tego co było później, nie pamiętam. Pewnie wszyscy zasnęliśmy.


Chwilowo wyczerpały mi się pomysły :c Nie wiem, kiedy opublikuję rozdział jedenasty, ale na pewno wkrótce. Pewnie napiszę go jutro, lub jeszcze dziś z nudów :) 


piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział Dziewiąty

Moja wystawa miała odbyć się za tydzień. Wciąż pozostawało nam 7 dni wolnego. Przypomniałem sobie o tym, jak Brad prosił, żebyśmy jeszcze kiedyś pojechali na biwak. Mogliśmy. Natychmiast zadzwoniłem do niego, żeby powiedzieć mu o moich zamiarach. 
- Cześć, Brad ! Masz ochotę na powtórkę biwaku ? - powiedziałem zadowolony ze swojego pomysłu
- Hm, pewnie, ale kiedy ? - zapytał zmęczonym głosem 
- Chociażby jutro. 
- A próby ? - nieco się ożywił 
- Chwilowo mamy spokój, w końcu kolejna trasa koncertowa za 3 tygodnie. 
- Super ! Dzięki, Mikey ! Lecę się pakować, mam zadzwonić po resztę ? 
- Byłbym ci wdzięczny, nie mam teraz trochę czasu ... 
- Okej, a co z telefonami itd ? 
- Jeśli nie wystarczy ci Nokia Dave'a, weź swój. 
- Kocham cię, brachu ! - krzyknął na pożegnanie 
Natychmiast poszedłem do schowka po namiot i śpiwór. Tym razem nie zapowiadało się na spanie pod gołym niebem. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i postawiłem torbę koło wyjścia. Usłyszałem mój telefon.
- Słucham ? - powiedziałem sprawdzając kto dzwoni
- Cześć, wybacz, ale nie pojadę z wami na biwak - odezwał się Joe - Pojutrze muszę pojawić się w studiu, obiecałem pomóc kumplowi w nagrywaniu. 
- Wielka szkoda  Dołączysz do nas , gdy będziesz wolny ? 
- Jeśli nie będę miał żadnych zajęć, pewnie. 
- To do zobaczenia, Joe. 
-Do zobaczenia ! 
Miałem nadzieję, że nikt więcej się nie wycofa. 

 * * * 
Wstałem wyjątkowo wcześnie , jakoś przed ósmą. Przygotowałem się na wyjazd, po czym zadzwoniłem, by upewnić się, że wszyscy jadą.
- Cześć, Brad, mam nadzieję, że nie śpisz.
- Jestem na nogach od szóstej rano. 
- Haha , mam po was przyjechać o dziesiątej ? - zapytałem śmiejąc się
- Tak, zapowiada się miły wyjazd. 
- Wiem ! Kończę, muszę dokończyć obraz na wystawę - powiedziałem 
- Do dziesiątej. 

* * * 

O dziesiątej podjechałem pod dom Delsona. Było to miejsce naszego spotkania. Czekali na mnie koło drogi.
- Chazz załatwił łódkę ! - cieszył się Brad 
- Tym razem wytrzymalszą - dodał Bennington wpychający do środka swój plecak 
- Okaże się - zachichotał Dave 
- Stary, masz Nokię ? - zarechotaliśmy chórem 
- Zawsze i wszędzie : do usług, kochani. 
Ruszyliśmy. Tym razem mieliśmy jechać w zupełnie inne miejsce. 
- Rob, wziąłeś spray na robactwo ? - zapytali 
- Gdzieś powinien być, jeśli nie, wystarczą perfumy Phoenixa - zaśmiał się głośno 
- Odwal się - odpowiedział "zagniewany"
- Czemu Joe nie przyszedł ? - zapytał Chester 
- Jutro ma pomagać kumplowi w nagrywaniu, dołączy do nas, jeśli będzie miał czas. 
- Okej, więc czekamy na niego. 



W kolejnych rozdziałach ponownie przywracam wątki humorystyczne ! Mam nadzieję, że spodoba wam się powrót Linkinów na biwak :) Tym razem będzie jeszcze zabawniej, zresztą sami się przekonacie :) 
PS niedługo powinnam wstawić kilka swoich szkiców Linkin Parku !

Rozdział Ósmy

Gdy wychodziłem ze studia rozpadało się na dobre. Na szczęście nie miałem daleko do samochodu. Wsiadłem i ruszyłem w kierunku Art Studio. Na siedzeniu obok miałem portfolio swoich prac. Chciałem rozplanować całą wystawę. Będąc na miejscu udałem się do niewielkiego pomieszczenia, jakim było biuro właściciela.
- Dzień dobry - zacząłem - Nazywam się Mike Shinoda, w przyszły piątek mam tu mieć wystawę.
- Dzień dobry, zaraz sprawdzę - odpowiedział brodaty mężczyzna w garniturze - Przykro mi, nie mamy żadnych rejestracji na nazwisko Shinoda.
- A na Rubin ? - zapytałem zaskoczony 
- Też nie. 
- Dziękuję, do widzenia - powiedziałem wybiegając z galerii. 
Zamierzałem zadzwonić do Rick'a i wszystko wyjaśnić. Nie odbierał. Czyżby zapomniał ? A może znalazł kogoś lepszego ode mnie.. Ponury wróciłem do domu. Torbę z pracami rzuciłem zaraz przy wejściu. Wszedłem na górę, do mojej pracowni. Chwyciłem za telefon i wykręciłem numer Brada.
- Co tam, Mike ? - zapytał
- Rubin nie załatwił mi tej wystawy - powiedziałem ze złością
- Jak to ? - wyraźnie się zaskoczył
- Nie wiem,  byłem dzisiaj w Art Studio i powiedzieli, że nie ma rezerwacji na wystawę.
- Dzwoniłeś do niego ?
- Tak, nie odebrał
- Zaraz do ciebie przyjadę, wstąpię jeszcze po Chestera, bo chciał coś od ciebie.
- Okej, czekam na was.
Ponownie spróbowałem dzwonić do Rick'a. Bezskutecznie. Pomyślałem, że sam mogę sobie zorganizować tą wystawę. Wieczorem pojadę do AS i zarezerwuję sobie piątek. Nucąc `What I've Done` poszedłem otworzyć chłopakom.
- Widzę, że jednak w dobrym humorze - zauważył Chazz uśmiechając się serdecznie
- Nie do końca, pomyślałem, że sam mogę sobie to załatwić.
Weszli do środka. Jak zawsze skierowali się na górę do mojego ulubionego pomieszczenia.
- Co wystawisz ? - zapytał Brad patrząc na moje prace
- Te starsze obrazy i może jeden, który namalowałem przed biwakiem.
- Mogę przyjść ?
- Na wystawę ?
- Tak.
- Oczywiście ! Przyjdziecie wszyscy.
Wziąłem kartkę z gotowym projektem okładki i skierowałem się ku przyjaciołom.
- Obiecałem to podrzucić Joe, pojedziecie ze mną ?
- Dobra - odpowiedzieli chórem
Chwilę później byliśmy już pod jego domem. Hahn zaprosił nas do środka, po czym przyjrzał się mojemu projektowi.
- Jest ciekawa - powiedział po chwili namysłu - Jakby co, trzymamy się tej wersji.
- Świetnie - odpowiedziałem



Rozdział Siódmy

Obudził mnie donośny dźwięk budzika w telefonie. Sięgnąłem, żeby go wyłączyć. Nieprzytomnie rozejrzałem się po miejscu, w którym spałem. A jednak - zasnąłem w pracowni. Była dziewiąta, za godzinę musiałem być w studiu.  Poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic i udałem się do garderoby. Założyłem luźną koszulkę i ulubione jeansy. Na dworze było chłodno, więc  zabrałem jeszcze czerwoną koszulę w kratę. Wypiłem poranną kawę, nie dałem rady nic zjeść. Musiałem się już zbierać, więc założyłem trampki i chwyciłem za kluczyki. Metr od mojego domu zatrzymały mnie korki. Jeszcze nie byłem spóźniony. Chwilę później zaparkowałem pod budynkiem i szybkim krokiem wszedłem do windy. Byłem już w pokoju prób. 
- Cześć, chłopaki - powiedziałem 
- Cześć, Mike ! - odpowiedzieli chórem 
Od progu doszedł do mnie Brad.
- Dzwoniłeś do Rubin'a ? - zapytał trzymając w dłoni swoją ulubioną kostkę do gitary
- Nie miałem okazji, zasnąłem podczas pracy - zaśmiałem się - Zaraz do niego pójdę.
- Okej, ale spiesz się : niedługo ma jakieś spotkanie.
Poszedłem do pokoju na końcu korytarza. Zapukałem do masywnych drzwi, po czym wszedłem.
- Dzień dobry.
- Witaj, Mike. Namyśliłeś się co do wystawy ? 
- Tak, ja właśnie w tej sprawie. Pasowałby mi przyszły piątek.
- Super, zadzwonię do Art Studio i wszystko załatwię, a teraz spadaj na próbę, muszę lecieć. 
- Dzięki - odpowiedziałem na odchodnym
- I jak ? - wypytywał Delson
- Powiedział, że zajmie się tym.
Podczas mojej krótkiej konwersacji z Bradem do pokoju wpadł wkurzony Chester
- Cholera ! - wykrzykiwał - Niech to szlag ! 
- Co jest, Chazz ? - zapytałem zaglądając w nasze ostatnie notatki 
- Jacyś gówniarze... - zaczął ze złością - rozwalili mi samochód ! Muszę wymienić przednie lusterka, nie mówiąc o tym, że szyba jest pęknięta. 
- Nieciekawie - skomentował gitarzysta 
- A gdzie reszta ? - zapytał Bennington , po czym chwycił za stojący obok mnie kubek z kawą i bez zastanowienia wypił 
- Ej ! To moje ! - usłyszałem głos wchodzącego Joe 
- Wybacz, stary. Mam dziś okropny dzień - skomentował 
Zaraz po tym pojawili się Rob i Dave. 
- A was gdzie wcięło ? - zapytał Hahn 
- Korki - odpowiedzieli zwięźle 
- Musimy dokończyć tekst nowej piosenki, Chazz, pomożesz, a wy chłopaki wykombinujcie do tego jakąś melodię. 
Zabraliśmy się do pracy. Uwinęliśmy się dość szybko.
- Idę po coś do jedzenia, chce ktoś coś ? - zapytał Brad
Zaczęli zastanawiać się nad tym, co zamówić. Na końcu doszło do mnie :
- A ty, Mike ? 
- Ja ? Hm, wodę. 
- I ? - wypytywał zaskoczony Delson - Co jeszcze ?
- Nie wiem, cokolwiek jadalnego - poprosiłem 
Zajęliśmy się z Joe poprawianiem muzyki, Chester w koncie podśpiewywał nową piosenkę. Cały czas myślałem o wystawie. Z jednej strony nie mogłem się jej doczekać, a z drugiej - denerwowałem się. 
- Coś cię gnębi ? - zapytał Dave patrząc na mnie 
- Nie, po prostu jestem trochę zmęczony.
To była prawda. Spałem w pracowni, na dodatek niedługo. Chwilę później zrezygnowany usiadłem na kanapie pod oknem. 
- Nie mam już siły - powiedziałem cicho 
- Odpocznij trochę - zaproponował Chester - Ciągle pracujemy. 
Po chwili przyszedł Brad. Mieliśmy okazję, by odsapnąć po próbie. 


 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział Szósty

         Perspektywa Mike'a

Pakowałem się na wyjazd w trasę koncertową. Tym razem mieliśmy wystąpić przed publicznością z Japonii. Miałem okazję, by przyjrzeć się bliżej rodzinnym stronom mojego taty. Gdy skończyłem, poszedłem do mojej pracowni, przypomniałem sobie, że przed wyjazdem na biwak szkicowałem okładkę do nowej płyty. Niedokończona praca leżała w kącie niewielkiego pomieszczenia, w którym panował półmrok. Zostawiłem uchylone okno, pewnie dlatego kartka wylądowała na podłodze. Szkic wydał mi się bardzo prymitywny, niedopracowany. Postanowiłem, że zrobię coś lepszego. Chwyciłem czysty papier i ołówek i zaciekle rysowałem. Nadal czegoś mi brakowało. Zrezygnowany oparłem się na rękach i wyjrzałem przez okno. Zbliżał się wieczór. Na nogi postawił mnie dźwięk pukania do drzwi. Poszedłem sprawdzić kto to.
- Cześć, Mike, nie przeszkadzam ? - zapytał Brad
- Nie, skąd. Zapraszam - powiedziałem wskazując, żeby wszedł
- Napijesz się czegoś ?
- Nie, dzięki.
- Przepraszam za ten cały chaos, ale nie miałem zbytnio czasu, by to ogarnąć.
- Nie szkodzi. Spakowałeś się już ?
- Tak, właśnie pracowałem nad okładką do naszej płyty. Myślę, że Joe powinien ją zobaczyć.
- Wyobrażasz sobie, że odwołali nam występ ? - powiedział zachmurzony Brad
- Jak to ?!
- Rick zadzwonił do Chazz'a w ostatniej chwili. Powiedział, że nie odbierasz, więc przyszedłem, bo Chester postanowił poświęcić czas rodzinie.
- Zostawiłem telefon w kuchni, więc pewnie dlatego.. To co powiedziałeś nieźle mnie zaskoczyło. Już wszystko było dopięte na ostatni guzik ...
- Wiem, też mnie to trochę wkurzyło, to wina osoby organizującej całe to show. Nie wyrobili się z czasem. Ale mam dla ciebie super nowinę !
- Jaką ? - zapytałem odruchowo wlewając colę w dwie szklanki
Podałem jedną Delsonowi, który usiadł przy moim biurku. Przyglądał się projektowi. Uśmiechnął się sam do siebie, po czym poinformował mnie :
- Rubin wspominał coś o twojej własnej wystawie w Art Studio. Powiedział, że jeśli tylko chcesz, masz do niego zadzwonić i wybrać dzień, który ci odpowiada.
Ogromnie się ucieszyłem. Od dawna marzyłem, o pokazaniu moich prac. Uzbierałem ich sporo, niektóre uważałem za dobre, więc czemu miałbym odmówić.
- Świetnie, Brad ! Zaraz do niego zadzwonię.
- Okej, dobrze, że się zgadzasz. Masz talent, stary - powiedział rozglądając się po pracowni przepełnionej obrazami
- Dzięki. Miło mi.
- Wracam już do domu, jest dość późno. Przepraszam za najście, martwiliśmy się o ciebie, sam rozumiesz.
- Nie odbierałem, bo nie słyszałem telefonu.
- Do zobaczenia jutro na próbie.
- Cześć !
Zamknąłem drzwi i wróciłem do mojego zakątka. W drodze do pracowni zdążyłem chwycić szklankę z napojem. Postawiłem ją na parapecie, po czym zapaliłem lampkę i zasłoniłem żaluzje. Ogarnąłem trochę całe zamieszanie, pędzle do pędzli, farby do farb, płótna, kartki i wszelakie szkicowniki postawiłem na półce. Teraz pracownia wyglądała lepiej. Zdjąłem ze ściany mój ulubiony obraz - taki sam znalazł się na okładce Fort Minor. Oparłem go szafkę z przyborami. Wziąłem nowy szkicownik i usiadłem przy biurku. Zabrałem się za kolejną odsłonę okładki. Tym razem zupełnie inną, niż tamta, którą widział Brad. Zmęczony położyłem się na biurku. Zasnąłem.






środa, 31 lipca 2013

Rozdział Piąty

Ostatniego dnia dopisywała pogoda. Uzgodniliśmy, że pójdziemy nad jezioro. Podczas wędkowania zauważyliśmy łódkę, chyba nie należała do nikogo.
- Kto pierwszy ? - zapytał Mike 
- Ja ! Ja chcę ! - wykrzykiwał Brad biegnąc w kierunku obiektu 
- Idę z wami - powiedziałem 
- Ja też - dopowiedział Dave
Rob i Joe nie byli entuzjastycznie nastawieni do naszego pomysłu, więc zostali na brzegu z naszymi szpargałami. Oczywiście Hahn, jak to on : postanowił nagrać kolejny odcinek do LPTV. 
- Mike, wiesz co robisz ? - zapytał Phoenix patrząc na Shinodę
- Tak, dam sobie radę. 
Płynęliśmy wzdłuż jeziora ściśnięci na łódce. 
- Ale jazda. Przyspiesz, Mikey - śmiał się Brad 
- Jak sobie życzysz.
Nagle coś trzasnęło i strumyk wody wlewał się " na pokład". Chwilę później łódka zachwiała się w bok i wszyscy wylądowaliśmy w lodowatej wodzie na środku jeziora. Na szczęście sięgała nam ramion. 
- Ktoś mi wytłumaczy, co dokładnie się stało ? - rechotał Delson 
Mike nie mógł się opanować, podobnie ja i Dave. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. 
- Utknęliście tam? - krzyczał Rob - Mamy świetną pamiątkę z wakacji !

* * *

Cali mokrzy szliśmy do samochodu. Postanowiliśmy wracać do Los Angeles, w końcu skończyły nam się rzeczy na zmianę. Drugim powodem powrotu był fakt, iż niedługo mieliśmy ruszyć w trasę koncertową, co oznaczało wiele prób. Ruszyliśmy. 
- Hm, czyli co zabawnego nas tu spotkało ? - zapytał Dave 
- Najpierw to, że nie umiałem złożyć namiotu, a potem jeszcze go rozwaliłem - powiedział Brad
- Numer dwa : zostawienie cię na dachu jeepa w okropną ulewę - dopowiedziałem 
- Trzy : sytuacja z łódką - dokończyli chórem 
- Czeka nas miesiąc pracy, a później znowu możemy tu wrócić - powiedział Mike 
- Tak, tylko następnym razem nie ruszam namiotu, ani nie śpię na dachu. 
- Mogłeś spać w samochodzie - powiedział Joe 
- Tak ? Mogłem, tyle, że zająłeś całe miejsce - stwierdził uśmiechnięty Delson 
Nagle naszą rozmowę przerwała muzyka z serialu "z Archwium X". Powstrzymując śmiech spojrzeliśmy na Dave'a. 
- Kurczę, a jednak ktoś odważył się zadzwonić - powiedział sięgając do plecaka - Halo ? Tak, Rick, już wracamy. Jutro będziemy w studiu o 10.00. Do zobaczenia. 
- Hm, Rubin ? 
- Tak, pytał, czy będziemy na próbie. Wracając do tematu, mówiłem ci, Chazz, że mam świetny dzwonek - zaśmiał się Phoenix 
- Hahaha, świetny - skomentowałem 
Wspólny wyjazd był nam potrzebny. Odpoczęliśmy trochę od naszej pracy. Szkoda, że musieliśmy już wracać. 



Rozdział Czwarty

Siedzieliśmy przy ognisku. Było już ciemno. Zmęczenie dawało w kość. Zimny wiatr przeszywał nas co jakiś czas. Nie wiedzieliśmy już o czym rozmawiać, więc Brad chcąc poprawić nieco atmosferę sięgnął po gitarę i zaczął grać stare, harcerskie piosenki.
- Już późno - powiedziałem - Może pójdziemy już spać ?
- Okej, tylko najpierw wybierzemy osobę, na nocną wartę - powiedział Dave
- Po co ? - zapytał zatrwożony Joe
- No wiesz, o tak późnej porze las jest niebezpieczny... Psychopaci, niezidentyfikowani mordercy... Kto wie, co jeszcze.
- Dave ! Robisz to specjalnie. Nie nastraszysz mnie,stary, nie te lata - odciął się Hahn
- To ja .. Idę na mój dach - stwierdził Brad
- Możesz iść do samochodu, jeśli podzielisz się miejscem z Joe - zaproponował Mike
- Dach jest spoko - dodał z odwagą - Miejsca w samochodzie potrzebują inni - popatrzył na zawstydzonego Josepha
- To ja pójdę po śpiwory - powiedziałem
Zanim zdążyliśmy się usadowić wokół ogniska, Brad wgramolił się na dach samochodu. Tak jak mówił wcześniej , zamontował do jeepa latarkę.
- Uważajcie na psychopatyczne miśki - przestrzegł nas śmiejąc się
- Okej, jak coś powiadomisz FBI - powiedział sennym głosem Rob
- Co wy wygadujecie, przecież Dave ma Nokię ! - rzekł Mike ziewając
Wtulony w koc Brad nie odpowiedział. Zasnął w zaledwie 3 minuty.
- To ja idę do samochodu - powiedział na odchodnym Joe
Wszyscy spali, oprócz mnie. Nie mogłem zasnąć. Gdy już mi się udało, obudził mnie dźwięk uderzającego pioruna. Pozostałych też. Tylko Delson chrapał smacznie.
- Musimy go jakoś obudzić - powiedziałem
- Rozpadało się na dobre - powiedział Mike patrząc na niebo - Bierzcie rzeczy, idziemy do samochodu.
Tak też zrobiliśmy. Siedzieliśmy sobie bezpieczni w środku. Zapomnieliśmy o biednym Bradzie. Przypomnieliśmy sobie o nim dopiero wtedy, kiedy cały mokry zapukał w okno zamkniętego samochodu.
- Dzięki, chłopaki - powiedział siadając koło śpiącego Josepha.
- Obudź się, zajmujesz całe moje cenne miejsce - powiedział płaczliwym głosem <oczywiście udawał>
- Co ? Gdzie ja .. A no tak, już pamiętam - powiedział przeciągając się - Przepraszam, kolego. Ej, co ci się stało ?
- Zapomnieli o mnie. Zostawili mnie na dachu z kocem i latarką, jak jakiegoś mistrza survivalu - zaśmiał się
- Nieźle - stwierdził
- Wybacz, Bradziu - powiedziałem
- Wybaczam, ale pamiętaj, Chazz : jestem pamiętliwym człowiekiem.
Nie zauważyliśmy, że Rob wszystko filmował
- Mieliśmy nie brać żadnych urządzeń typu kamera, aparat, telefon, laptop - powiedział Mike
- Taki piękny filmik wyszedł - powiedział broniąc się przed konfiskatą kamery - To dla następnego pokolenia, haha.
- Brad, chcesz picie ? - zapytałem - Braaad ?
Mogliśmy się tego spodziewać. Znowu zasnął. I ja chciałem pójść w jego ślady, w końcu przespałem jakieś pół godziny...
* * *
Obudziłem się wczesnym popołudniem. Właściwie obudziły mnie głosy chłopaków. Wyjrzałem przez okno, siedzieli przy "ognisku", a raczej tym, co z niego pozostało jedząc coś. 
- Dzień dobry, Chazz - odparł wesoło Brad - Przyłączysz się ? 
Spojrzałem na nich nieprzytomnie. Dopiero później zorientowałem się, że wskazuje na wędkę. 
- Sam nie wiem, dajcie mi chwilę 
- Ok, jakby coś będziemy nad jeziorem - powiedzieli chórem wstając 
- Nie idziesz z nimi, Joe? - zapytałem zauważając , że Hahn siedzi tuż przy mnie. 
- Nie, zostaję tutaj. Muszę sprawdzić maila, a nie chcę, żeby Mike zorientował się, że wziąłem tablet. 
- W porządku. Chyba pójdę z nimi. 
- Dobra. 
Nie pamiętałem gdzie jest jezioro. Nie zwracałem na nie uwagi, podczas jazdy. Jakoś trafiłem. Usiadłem koło Dave'a i patrzyłem na rozproszoną wodę. 
- Coś łapie - powiedział do mnie 
- Chyba tak. Wypuścicie je, prawda ? 
- To nasz obiad, Chester - powiedział Rob 
- Chyba z niego zrezygnuję - powiedziałem 
Po kilkugodzinnym łowieniu, wracaliśmy do "obozowiska". Nie mogliśmy zabrać "obiadu", nikt nie chciał krzywdzić biednych ryb. Mike rozpalił ognisko i sięgnął odruchowo do kieszeni.
- Mike ? - zapytał podejrzliwie Rob - Zabroniłeś sprzętów. 
- No tak. Przecież nic nie ma.. - zorientował się, że zapomniał wyjąć komórki - To zwyczajne roztargnienie - tłumaczył się - Zapomniałem o nim ! 
- Dobra, dobra. Każdy z nas wziął telefon - powiedział Brad