piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział Dziewiętnasty

Nazywam się Ann Carter. Jestem dwudziestodwuletnią studentką medycyny. Do Los Angeles wyruszyłam, by kontynuować dalszą naukę. Tam poznałam wielu wspaniałych ludzi.
______________________________________________________________________________

Wracałam z wykładu. Jak na Słoneczne Wybrzeże była paskudna pogoda. Przechodziłam koło mojej ulubionej galerii,  gdzie wystawy mieli tylko najlepsi z najlepszych. Lubiłam popatrzeć na niektóre prace, tak też zrobiłam tamtego dnia. Weszłam do środka i zatrzymałam się koło prac jakiegoś nieznanego mi artysty. Wpatrzona w nowoczesną sztukę szłam dalej. Poczułam okropny ból głowy.
- Jasna cholera ! - usłyszałam męski głos
Musiałam stracić na chwilę  przytomność, nie pamiętam co działo się dalej.

Po jakimś czasie znowu dokuczała mi głowa. Otworzyłam oczy. Nadal znajdowałam się w galerii, co najgorsze w objęciach jakiegoś obcego mi faceta. Wpatrywał się we mnie swoimi bursztynowymi oczami.
- Jak dobrze, że się obudziłaś - odetchnął - Najmocniej cię przepraszam ! Nawet nie zauważyłem, kiedy przemknęłaś przede mną. Niechcący trąciłem cię w głowę - wskazał na załadowane przyborami pudło.
- Może mnie pan puścić ? - warknęłam
- Yy, tak, jasne - speszył się stawiając mnie na ziemi
Nie mogłam utrzymać równowagi. Zachwiałam się z powrotem wpadając w jego ramiona. Usłyszałam jego śmiech, szczery, przyjacielski śmiech.
- Chyba jesteśmy na siebie skazani - zażartował - Jestem Mike, a ty ?
- Ann - wydukałam wpatrując się w niego
- Chyba powinienem podwieźć cię do domu.
- Może lepiej się przejdę. Chyba dobrze mi to zrobi.
- Nie, coś ty !
Położył mi rękę na ramieniu, po czym wyprowadził z budynku. Kierowaliśmy się w stronę parkingu. Po chwili otworzył mi drzwi od samochodu. Wybałuszyłam oczy.
- Coś nie tak ?
- Nie - odpowiedziałam posłusznie wsiadając do auta
- Gdzie mieszkasz ? - zapytał zwinnie wyjeżdżając z ciasnego miejsca parkingowego
Oszołomiona wpatrywałam się w kierownicę.
- Gdzie mieszkasz ? - powtórzył
- Na Sunstreet 23. To koło uniwersytetu  wytłumaczyłam
- Studiujesz ?
- Tak, medycynę. W LA jestem od trzech lat.
- Nieźle - uśmiechnął się - I jak ci się tu żyje ?
- Dobrze.
Dalszą drogę spędziliśmy w ciszy. Wreszcie samochód zatrzymał się pod moim domem.
- To tutaj ?
- Tak, dziękuję za podwózkę - uśmiechnęłam się niepewnie
- Czekaj ! Nie puszczę cię samej.
Otworzył mi drzwi i tak jak wcześniej zaprowadził jak dziecko.
- Jeszcze raz  dzięki - powiedziałam otwierając drzwi
- Drobiazg. I jeszcze jedno, zanim pójdę : podobały ci się moje prace ?
- Były twoje ?
- Tak, dokładnie cały ten incydent miał miejsce pod moim nowym obrazem - zaśmiał się
- No więc podobały mi się. I to bardzo.
- Jutro mam wystawę, ostatnią w tym miesiącu. Za kilka dni wyruszamy z chłopakami w trasę koncertową. Przyjdziesz ? Nie będzie zbyt wielu osób.
- Postaram się, a o której ?
- O dwudziestej.
- Dobrze, przyjdę.
- Super.


Przebrałam się w domowe ubranie i z kubkiem gorącej herbaty usiadłam na sofie w jadalni. Obok mnie leżała książka, którą wczoraj się zajęłam. Nie zdążyłam wziąć jej do ręki. Ktoś zapukał do drzwi.
- Cofnąłem się, by sprawdzić, czy żyjesz - pod drzwiami zastałam Mike'a
Spojrzałam na niego jak na wariata.
- No dobrze, już idę - oznajmił speszony
- Wejdź, jeśli chcesz ... - powiedziałam bez entuzjazmu
- Nie chcę ci przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz, co prawda miałam dokończyć czytanie, ale wchodź.
Artysta wszedł do środka. Jego uwagę przykuł mój regał z literaturą.
- Chyba lubisz czytać.
- Nawet bardzo - wyznałam ponownie siadając w ulubionym miejscu
- Opowiedz coś o sobie - polecił sadowiąc się  w fotelu naprzeciwko
- Nie mam zbyt ciekawego życia - zaczęłam -  Z tego co wiem, twoja biografia będzie ciekawsza.
- Czy ja wiem ? - zawahał się - Wolę najpierw posłuchać twojej.
- No więc studiuję medycynę, co już wiesz. Interesuję się malarstwem, choć osobiście nie umiem narysować nawet kółka.
- Mogę cię nauczyć - przerwał mi
- Już wiele osób mi to proponowało. Raczej nie skorzystam.
- Kontynuuj.
- Mam dwóch braci, jeden z nich jest malarzem, drugi przejął interes ojca. Pochodzę z Kanady.
Moje opowiadanie przerwał jego telefon.
- Tak, słucham ? Cześć, Chazz. Jestem trochę zajęty, to coś pilnego ? Okej, zaraz przyjadę.
Podniósł się , po czym zwrócił się do mnie :
- Mam nadzieję , że jutro przyjdziesz. Muszę jechać do studia, przyjaciele mnie potrzebują. Do zobaczenia !
- Przyjdę, do zobaczenia.


1 komentarz: