niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział Jedenasty

- Wstawaj ! - budził mnie znajomy głos - Mike ! Obudź się ! 
- Co się stało ? - zapytałem pomału otwierając oczy 
Ujrzałem stojącego nade mną Josepha. Wymachiwał mi nad twarzą jakąś kartką. 
- Proszę. To dla ciebie - powiedział podając ją 
Zacząłem czytać zawartość :
" Zapraszamy na wystawę niezwykłego artysty Mike'a Shinody w dniu 6 września 2012 w galerii Art Studio. Obrazy można będzie podziwiać od godziny 20.00 do 23.30 ".
- Hm, nie pamiętam, czy załatwiałem sobie tam wystawę, czy Rubin przypomniał sobie o mnie ... - zacząłem 
- Zadzwonili, gdy byłem w studiu. Powiedzieli, że mają dla ciebie przygotowane zaproszenia, które trzeba tylko roznieść do gości. 
- Gdy wrócę, zajmę się tym, a teraz daj mi spać.
- Stary, nie rozumiesz tego ? Kazali mi wybrać do kogo je zaadresować. I nie uwierzysz co zadecydowałem : wystawa dostępna dla każdego. 
Popatrzyłem na niego nieprzytomnie
- Jak to "dla każdego" ? - podniosłem się niespokojnie 
- Większość Los Angeles będzie miała przyjemność zobaczyć twoje prace ! - powiedział dumny z siebie
Wciąż patrząc na niego przeczesałem ręką włosy. Nie wiedziałem co powiedzieć.
- Miała przyjść tylko garstka osób znajomych ... Sam nie wiem, czy to aż taka rewelacja. Zawiodą się tylko. I pragnę zauważyć, że nie jestem "niezwykłym artystą". To brzmi, jakbym zajmował się abstrakcją. 
Do namiotu wszedł Chester. Pogwizdywał sobie pod nosem.
- Dzień dobry, jak się dziś czujemy ? - zapytał zadowolony 
- Fatalnie - stwierdziłem 
- O, już Phoenix temu zaradzi. Przygotowuje właśnie twoje ulubione śniadanie. 
- To jakiś dzień "uprzejmości dla zapracowanego Mike'a " ? - zażartowałem 
- Tak jakby. Joe już pewnie wytłumaczył.
Chwyciłem za kartkę z zaproszeniem. Podałem ją Benningtonowi, odwracając wzrok w drugą stronę. 
- Nie cieszysz się ? - zapytał ponuro 
- Cieszę, ale obawiam się tego jak zareagują na to odbiorcy. 
- Pewnie spodoba im się. 
Wreszcie zebrałem siły żeby wstać. Wyszedłem z namiotu, by sprawdzić jak ma się reszta. Gotujący Dave śpiewał razem z przygrywającym na gitarze Brad'em. 
- "I've become so numb, I can't feel you there ... " - rozległo się echem 
- O, cześć, Mike ! - powiedzieli zauważając mnie 
- Cześć - odpowiedziałem siadając na kłodzie koło ogniska
Zaraz potem dołączyli : Chazz, Joe i Rob, którego dzisiaj jeszcze nie widziałem.
- Jakieś konkretne plany na dzisiaj ? - zapytał Koreańczyk 
- Myśleliśmy o wypadzie nad jezioro, jest wspaniała pogoda - odpowiedział Bourdon 
- Aha, jakaś kolejna akcja z łódką ? - zaśmiał się 
- Nie, nie mamy łódki, za to pontonik Chazz'a - zachichotał Phoenix 
- Jeszcze lepiej - odpowiedział śmiechem - Tutaj da się dostać inną drogą, niż przez jezioro - wytłumaczył 
- Świetnie, jutro ją nam pokażesz.
- Wracacie jutro ? 
- Chyba tak. 

* * *

Po południu usadowiliśmy się nad wodą. Pogoda dalej dopisywała. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo ? 
- Witaj, Mike. Wybacz, że nie załatwiłem ci tej wystawy - usłyszałem Rick'a - Wszystko przez  to spotkanie, nie udało mi się rozwiązać  kilku ważnych spraw, cóż .... 
- Okej, nieważne. Sam już sobie pomogłem - powiedziałem 
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę. Później coś przerwało. Pewnie to sprawka zasięgu. 

* * *

Wieczorem znowu siedzieliśmy przy ognisku. Rozmawialiśmy o nowej płycie. Każdy z nas wymyślił, co chciałby na niej usłyszeć. Pomysły były zróżnicowane.
- Może więcej gitary ? - zaproponował Brad 
- Więcej mnie - zaśmiał się Chester - Żart, musimy podzielić się wokalem - powiedział patrząc na mnie 
- Ta płyta powinna być podsumowaniem wszystkich dotychczasowych albumów - stwierdziłem 
- Nie myślmy na razie o tym - zaczął Phoenix - Teraz musimy odpocząć.
- Tak , właśnie - potwierdził Joe 

3 komentarze: