- Tu nie ma miejsca na rozłożenie namiotu - zauważył Dave
- A kto powiedział, że będziemy spali tutaj ?
- To jeszcze dalej ? - zapytał zaskoczony Brad
- Tak, musimy przepłynąć łódką...
- Ja mam złe wspomnienia jeśli chodzi o płynięcie łódką.
Przypomniałem sobie poprzedni biwak. Tak, sytuacja z rozwaloną łodzią była zabawna. Miałem nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
- Chazz, miałeś coś załatwić - powiedziałem
- Om, przyznam szczerze, że nie brałem tego na poważnie i jedyny asortyment, który ze sobą mam to dmuchany pontonik.
- Przecież mówiłeś, że załatwiłeś łódkę ! - zdenerwowałem się
- Nie ja, to Dave wypalił z tym tekstem ! - bronił się
- Świetnie - powiedziałem pod nosem - Dawaj to co masz... Trudno.
Po kilku minutach siedzieliśmy na pontoniku. Chwiał się we wszystkie strony. Rob spojrzał niespokojnie na przejrzystą wodę.
- Tu jest głęboko ? - zapytał
- Nie mam pojęcia, możliwe.
- Ja się nie boję - powiedział wiercący się Chester
Sekundę później do połowy wylądował w wodzie
- Tak, Rob. Tu jest bardzo głęboko - powiedział lekko przestraszony
Wreszcie dopłynęliśmy do brzegu. Trochę to trwało.
- Mike, chyba zostawiliśmy plecak z namiotem po drugiej stronie - zauważył Dave
- O nie !
Brad podjął się bohaterskiego czynu. Postanowił popłynąć po namiot.
- Może iść z tobą ? - zaproponowałem
- Jeśli tylko chcesz, zapraszam na pokład.
I znowu płynęliśmy na dmuchanym pontoniku Chester'a. Wychyliłem się kawałek by sięgnąć plecaka. Niestety nie miałem tyle szczęścia co właściciel. Wpadłem do wody.
- Mikey ! - darł się Brad
Po chwili wypłynąłem na powierzchnię.
- Nic ci nie jest ? - pytał pomagając mi wejść
- Nie, w każdym razie tak mi się wydaje...
Po drugiej stronie czuć już było zapach ogniska. Rob zajął się wszystkim.
- Phoenix, skocz po więcej drewna - powiedział
- Okej.
Zniknął w gęstwinie drzew. Chwilę później biegnął przerażony.
- Matko przenajświętsza ! - krzyczał - O Boże !
- Co się stało ? -zapytałem zaniepokojony
- Wiewiórka się na mnie rzuciła !
Chester leżał ze śmiechu.
- Boisz się takich małych stworzonek ? - zapytał, gdy się opanował
- Ta była jakaś dziwna ... Okropna !
- Trzeba było obronić się "cegłą".
- Nie miałem jej przy sobie .
* * *
Mniej więcej o jedenastej w nocy leżeliśmy pod namiotem. Byliśmy już trochę zmęczeni.
- Pamiętacie co wam mówiłem dwa tygodnie temu ? - zapytał Brad
- Co takiego ? - odezwałem się
- O tych psychopatycznych miśkach.
- Co ? - Rob parsknął śmiechem
- No tak. Pełno ich o tej porze. Zwłaszcza w lesie ...
- Bardzo śmieszne Brad.
- A znacie historię o Slendermanie ?
- To ta gra dla małolatów ? - zainteresował się Chazz
- Powiedzmy.
- Graliśmy w nią z Joe. Nie była straszna.
- Wcale. Tylko piszczeliście jak małe dziewczynki - przypomniał sobie Phoenix
- To było straszne na początku. Znaczy nie straszne, tylko .. Trzymało w napięciu.
- Haha, nasz Chester boi się gier ? - drwił Dave
- Nie, za to ty boisz się wiewiórek.
- Cicho, chłopaki... Próbuję zasnąć - powiedziałem zmęczony
Tego co było później, nie pamiętam. Pewnie wszyscy zasnęliśmy.
Chwilowo wyczerpały mi się pomysły :c Nie wiem, kiedy opublikuję rozdział jedenasty, ale na pewno wkrótce. Pewnie napiszę go jutro, lub jeszcze dziś z nudów :)
boże jak ja mało znam ludzi którzy wiedzą co to sleder xd a rozdział fajny :) weny :*
OdpowiedzUsuńdziękuję :) Bradziu jest wszechwiedzący :3
Usuń