wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział Dwudziesty Czwarty

  Chester spędzał ostatnie dni w Anglii. W Wigilię, od której dzieliły go zaledwie dwadzieścia cztery godziny musiał być już w swoim rodzinnym domu. Wokalista spakował wszystkie swoje rzeczy i oczekiwał trzynastej. Niechętnie zdał sobie sprawę z tego, że Mike na dobre dał sobie spokój z karierą i zespołem, choć w głębi duszy miał jeszcze nadzieję na jego powrót.    Była godzina jedenasta.  Bennington postanowił po raz ostatni przejść się ulicami Londynu. Nie był przyzwyczajony do chłodu, mimo to podobało mu się tam. 
- Chazz ? - zapytała idąca z naprzeciwka kobieta 
Chester podniósł wzrok znad wystaw sklepowych. Przez chwilę wpatrywał się w "nieznajomą", po czym rozpoznał Annę. 
- Co ty tu robisz ? - zapytał zdumiony 
- Chciałam zapytać o to ciebie. Mieszkam tu. 
- Mieszkasz ? - powtórzył jak echo
- No tak. W takim razie zapraszam do nas na herbatę, Mikey ucieszy się na twój widok.
Bennington stanął jak wryty.
- Coś nie tak ? 
- Powiedziałaś "Mikey"? 
- Tak. Coś w tym dziwnego ? 
- Przecież zostawiłaś go pół roku temu dla jakiegoś wyrzutka z twojej pracy.
- Słucham ? Chyba z kimś mnie pomyliłeś. 
- Niemożliwe, pamiętam jak Mike postanowił tu wyjechać, by o tobie zapomnieć ! 
- Przyjechaliśmy tu razem, Chester. Mike dostał dobrze płatną ofertę pracy jako menadżer dla początkującego artysty, z którym od dawna nawiązał kontakt. 
- Czyli, nadal jesteście razem ?
- Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że planujemy się pobrać.
- Nie rozumiem dlaczego o niczym nam nie powiedział.
- Też tego nie rozumiem, musimy to z nim wyjaśnić. 
- Chciałbym, ale mam niewiele czasu. Za dwie godziny mam samolot do Los Angeles.
- Zajmiemy ci tylko chwilę. Proszę. 
- No dobrze.

* * *

  Chwilę później byli już na miejscu. Anna otworzyła drzwi do domu. W środku panowała cisza, jakby nikogo tam nie było.
- Mike ! - krzyknęła - Zanim wyszłam, był tu jeszcze. Sprawdzę na górze, rozgość się.
Chester postanowił czekać na nią na przedpokoju. 
- Przykro mi, ale wygląda na to, że go nie ma. 
- Która godzina ? - zapytał 
- Wpół do pierwszej. 
- Cholera, spóźnię się na lotnisko. Dziękuję za informację.
- Proszę. Gdy Mike wróci, poproszę go, by się z tobą skontaktował.
- Widziałem się z nim przedwczoraj. Okłamał mnie. 
- Naprawdę nie wiem o co z tym wszystkim chodzi. 
- Ja też. Mam nadzieję, że się dowiem. Do zobaczenia. 

* * *
Los Angeles

  Bennington czekał na Brada, który obiecał odebrać go z lotniska. Mężczyzna zastanawiał się nad całym tym zamieszaniem w Londynie. Nie rozumiał zachowania Mike'a, przecież kłamstwo nie było w jego stylu. Z zamyślenia wyrwał go głos Delsona.
- Witaj ! - krzyknął radośnie 
- Cześć, Brad . 
- I jak, widziałeś się z nim ? - zapytał prowadząc przyjaciela do samochodu
- Widziałem się  nie tylko z nim, spotkałem też Annę. 
- Co ta zołza śmie tam jeszcze robić ? 
- Jak się okazało, mieszka tam. 
- Żartujesz sobie ? Z kim ? 
- Z Mike'iem. 
Delson zatrzymał się na chwilę. 
- Mówisz poważnie ?
- Tak. Okłamał nas. Znalazł tam pracę i przeprowadził się razem z nią. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz